~dwa miesiące temu~
Jak zawsze siedzimy wieczorem w salonie i gadamy. Cisza, nikt się nie odzywa, ale jak zawsze tą cudowna cisze, która w tym domu to rzadkość postanowił przerwać Hazza.
- ej kupmy sobie psa.!
- ejj to dobry pomysł.! - taaa Lou i te jego genialne pomysły. Chłopcy zaczęli dyskutować na ten temat, a nagle spojrzeli na mnie.
- i co zgadzasz się Kati.? - ich chyba bania boli.
- chyba se jaja ze mnie robicie.?! - nie dowierzam. Jak zawsze będzie tak samo. Pierwsze był rybki Lou, ale ten idiota starał się je utopić (geniusz nieprawdaż.?) i spuścił je w kiblu. Później był kot Hazzy, który od nas uciekł po dwóch dniach. Liam kupił sobie żółwie.. też nie skończyło się to dobrze, ponieważ któryś z tych idiotów wywalił akwarium, a te maleństwa spadły z dość wysoka (z szafy) w sumie nie wiem czemu je tak wysoko postawił, no ale było minęło, nic na to nie poradzę, a Niall okazał się być nadopiekuńczym "tatusiem" dla swoich rybek i je przekarmił... pamiętam pogrzeb w wc. W sumie Zayn chyba jest najnormalniejszy, chociaż kiedyś chciał wnieść papugę do domu, ale na szczęście chłopcy mu zabronili.
- no prosimy. będzie dobrze. - boże co Harremu tak na tym zależy.?
- pies to nie zabawka idioci, nie pamiętacie co się stało ze zwierzętami w naszym domu.?
- no ale to było i już nie wróci. No Kati proszę zgódź się - booże Niall co ty ze mną robisz.
- nie wiem.
- no prosimy, będziemy z nim wychodzić i wgl. - tak akurat Zaym ruszy dupe i wyjdzie.. yhyym chciałabym w to wierzyć.
- i tobie mam wierzyć Zayn.?
- Kati no zgódź się, będzie fajnie.
- nawet ty Liam.?
- no to jak.? - boże dlaczego ja jestem taka uległa...
- no dobra, zgadzam się na małego psa, ale mam warunek.- chłopacy zaczęli piszczeć jak dziewczynki jak się o tym dowiedzieli.
- jaki.? - powiedział Zayn.
- będziecie z nim wychodzić codziennie, ma być mały i ja nie zwracam na niego uwagi. - powiedziałam i spojrzałam na nich na co im mina trochę zeszła.
- obiecujemy. - powiedzieli równo.
- oo jezu co wy ze mną robicie..
- no ale za to nas kochasz.
- tak tak yhym nawet bardzo.
- eghhm. - odkaszlnął Niall.
- no tak ciebie najbardziej. - wywróciłam oczami na co on zareagował śmiechem i mnie pocałował. Kilka dni później w naszym domu pojawił się Dast. Wspominałam prawda, że pies ma być mały.? Noo własnie a ci idioci przyprowadzili mi bernardyna do domu.!
~teraz~
Mam tego serdecznie dość. Wiedziałam, że tak będzie. Kto zajmuję się psem.? Ja. Kto z nim wychodzi na spacery.? Ja i czasami Liam. Kto się z nim użera codziennie.? Ja. bo chłopców oczywiście nie ma w domu. Nie wierzycie.? Na przykład dzisiaj. Teraz jest godzina 5.14 rano, a ja muszę wstać bo oczywiście pies chce na dwór.
- Niall rusz dupe i weź psa.! - krzyknęłam. Jaką usłyszałam odpowiedź.?
- teraz kolej Hazzy.. - nawet nie powiedział tylko wybełkotał. Mam tego dość. Kati uspokój się, wdech, wydech. Pies wszedł do mojego pokoju i położył się koło mnie na łóżku. Odwróciłam się w jego stronę i zaczęłam głaskać po mordce.
- no i widzisz co my z nimi mamy.? - powiedziałam wzdychając. Wygrzebałam się powoli z łóżka i się przebrałam. Nie ogarniałam się za specjalnie bo nie mam po co ani dla kogo. Wyszłam na korytarz pies poszedł za mną.
- no to co Dast, ty do Liam'a i Niall'a, a ja do reszty. - pies dając znak, że "zrozumiał" pobiegł bo pokoju Liam'a a ja poszłam do Hazzy. Weszłam po cichu do pokoju i zobaczyłam słodki obrazek.
- Hazzuś wstajemy.
- jeszcze 5 minut mamo.
- żadne pięć minut ruszaj się.
- na zaraz wstanę. - powiedział i się pod kołdrę schował.
- nie chcesz po dobroci to ci pomogę. - powiedziałam i pociągnęłam go za nogę, na co on spadł z łóżka, spojrzał na mnie gniewnie i poszedł do wc.
- pierwszy z głowy, teraz Zayn.
Poszłam do pokoju chłopaka, z nim nie da się normalnie więc od razu poszłam do łazienki, nalałam wody do jakiejś miski i wyszłam. Stanęłam na jego łóżku.
- wstajemy królewno. - powiedziałam śmiejąc się.,
- jeszcze moment.
- za 3, 2, 1. - powiedziałam i miska poszła w ruch. Cała zawartość wylądowała na chłopaku.
- zabije cie kiedyś wiesz.?
- ja to powinnam już dawno zrobić. - wyszłam z pokoju i poszłam do Lou.
Weszłam do pokoju, ten nie spał.
- oo a ty nie śpisz.?
- nie mogę. - położyłam się koło niego i przytuliłam.
- powiesz mi co się stało.?
- źle się czuję. - dotknęłam ręka jego czoła, gorące jak czajnik.
- masz gorączkę, poczekaj chwilę.
Zeszłam do kuchni wszyscy już ogarnięci to dobrze.
- a gdzie Loui.? - zapytał Hazz.
- on dzisiaj zostaje w domu, ja też. Ty - wskazałam na Zayn'a - bierzesz psa i wychodzisz przynajmniej na 2 godziny, Niall i Liam na zakupy, lista jest w szufladzie, a Hazza ty mój drogi lecisz do mojego domu po resztę moich rzeczy.
- a Louis.?
- Niall... Lou zostaje w domu ze mną bo jest chory.
- jasne jasne. pewnie udaję. - parsknął Zayn.
- liczę do 3, jak będziecie tu dalej sterczeć to gotujecie se sami przez 2 miesiące. - nie zdążyłam powiedzieć 1 a już ich nie było. Wzięłam leki i wodę i poszłam do Louisa.
- tu masz leki, weź i popij, dzisiaj siedzisz ze mną w domu.
- Dziękuję.,
- chcesz coś do jedzenia.?
- sam mogę sobie zrobić.
- jak chcesz. - wstałam z łóżka, a Lou po mnie, ale się wywalił na podłogę jakby zemdlał.
- Louis.!! - krzyknęłam i pobiegłam do niego.
- boże Lou obudź się, no co jest mam marchewki wstań proszę. - powiedziałam i powoli zaczynałam płakać. On jest jak brat nie wybaczę sobie jak coś mu się stanie. Wytarłam rękawem oczy i schyliłam się zobaczyć czy oddycha.
- buu.!! -
- aaaa. - jaki debil.
- nienawidzę cie.,.!- skuliłam nogi pod brodę i schowałam w nich głowę, zza drzwi wyszła reszta i wybuchli śmiechem. Nie dość, że od kilku dni mam ich serdecznie dość, bo zachowują się gorzej od baby w ciąży to ci jeszcze se jaja ze mnie robią.
- nienawidzę was.!- wydarłam się i wstałam. Chłopcy na siebie spojrzeli przerażeni a ja wybiegłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Za chwilę wparowali do pokoju.
- co ty robisz.?! - Niall się wydarł.
- nie widać kurwa.? mam was dość. zachowujecie się jak baby w ciąży a nawet gorzej. wyprowadzam się,
- ale ty nie możesz. - krzyknął Zayn.
- bo co mi zrobisz.? nie wytrzymam z wami dłużej. - domknęłam walizkę i wyszłam z pokoju a później z domu.
~dwa dni później, oczami Niall'a~
Boże już wiem jak czuła się Kati. Ci debile do szału by świętego doprowadzili.
- boże święty czy możecie się zamknąć.?! - nie wytrzymałem, kolejna kłótnia który ma kurde lepsze vansy.
- nie dziwie się, że Kati nas zostawiła. - powiedziałem opadając na fotel.
- ej on ma rację, zachowujemy się jak dzieci. - powiedział Louis.
- gorzej. - wtrącił Liam.
- trzeba przeprosić Kati. - westchnął Zayn.
- a ja nawet wiem jak.
- no dajesz Niall.
- no więc......
~oczami Kati~
Jak dobrze jest odpocząć, od tych dzieci i od psa. Wracam sobie właśnie z treningu, jest godzina 19.30 postanowiłam wrócić przez park. Mało ludzi, świeże powietrze właśnie tego mi brakowało. Odwróciłam się i zero ludzi. Fajnie tak samemu pochodzić i pomyśleć. Byłam już na końcu, ale stwierdziłam, że jeszcze się przejdę. Odwróciłam się poszłam, ale nagle usłyszałam gitarę, na której ktoś zaczyna grać piosenkę One Thing. (moja ulubiona piosenka ever.) Odwróciłam się i zobaczyłam Niall'a z gitarą. Szedł sam, za chwile dołączył się Liam. Zaczął śpiewać, skończył i wyszedł Hazza, który też zaczął śpiewać. Stałam tam z otwartą buzią. Zayn i jego słodki uśmieszek. Refren wszyscy razem. Teraz moj misiek czyli Niall, oczywiście jego solówkę musiałam zaśpiewać na co się uśmiechnął, teraz Louis i znowu razem aż do końca. Zaprało mi dech w piersiach. Za chwilę jeszcze wbiegł na mnie Dast. Na jego widok ucieszyłam się najbardziej. Zaczęłam się z nim bawić.
- Kati chcieliśmy cię przeprosić. - zaczął Louis.
- wiemy, że zachowywaliśmy się gorzej od dzieci. - dopowiedział Zayn.
- nawet gorzej. - powiedziałam.
- wiemy, że nie było ci z nami łatwo.. - dodał swoje trzy grosze Hazza.
- dlatego postanowiliśmy się zmienić. - powiedział Liam.
- ach tak, a co robicie w tym kierunku.?
- zajmujemy się psem, jak widzisz jeszcze żyje, mniej się kłócimy, ustaliliśmy kto w jaki dzień sprząta i tak dalej. - powiedział Niall.
- teraz mówisz serio czy znowu se jaja ze mnie robicie.? - powiedziałam i spojrzałam na Lou, który spuścił głowę.
- przepraszamy za wszystko. - powiedział Louis.
- taaak i się domyślam że jest w tym jakiś haczyk, zgadłam.?
- chcemy żebyś się do nas znowu wprowadziła... - powiedział cicho Niall.
- moje debile kochane. - powiedziałam i się zaśmiałam. Oni sztywno stali.
- wprowadzę się pod jednym warunkiem.
- jakim.? - zapytał Hazza.
- nie muszę was budzić, zajmujecie się psem i liczę na to, że mnie przytulicie. - wystawiłam ręce na co się na mnie rzucili.
- kocham was debile.
- my ciebie też. - powiedzieli równo.
Odkleiliśmy się od siebie, a ja podeszłam do Niall'a i się w niego wtuliłam.
- kocham cię Niall.
- ja ciebie też Kati. - pocałowaliśmy się i poszliśmy do domu.
~3 i pół roku później~
- Niall za ile oni będą.?
- nie wiem.
Siedzimy w ogrodzie i się nudzimy. To znaczy ja. Darcy - nasza córeczka, tak zostaliśmy rodzicami - bawi się z Dastem, Niall rozpala grilla, a ja siedzę na huśtawce, bo mój kochany mąż nie pozwala mi się przemęczać. Wiecie dlaczego.? Po raz drugi zostaniemy rodzicami, tym razem Nathana. Wiecie jak to jest... chłopcy zmienili się o 180 stopni. Dbali o dom, o psa, o mnie. Co najważniejsze jak dowiedzieli się, że będą wujkami, a Niall ojcem zaczęli się strasznie troszczyć. Ciesze się, że zmienili się na dobre.
- Kati no zgódź się, będzie fajnie.
- nawet ty Liam.?
- no to jak.? - boże dlaczego ja jestem taka uległa...
- no dobra, zgadzam się na małego psa, ale mam warunek.- chłopacy zaczęli piszczeć jak dziewczynki jak się o tym dowiedzieli.
- jaki.? - powiedział Zayn.
- będziecie z nim wychodzić codziennie, ma być mały i ja nie zwracam na niego uwagi. - powiedziałam i spojrzałam na nich na co im mina trochę zeszła.
- obiecujemy. - powiedzieli równo.
- oo jezu co wy ze mną robicie..
- no ale za to nas kochasz.
- tak tak yhym nawet bardzo.
- eghhm. - odkaszlnął Niall.
- no tak ciebie najbardziej. - wywróciłam oczami na co on zareagował śmiechem i mnie pocałował. Kilka dni później w naszym domu pojawił się Dast. Wspominałam prawda, że pies ma być mały.? Noo własnie a ci idioci przyprowadzili mi bernardyna do domu.!
(jakby ktoś nie wiedział.)
Wszystko było pięknie póki był mały.~teraz~
Mam tego serdecznie dość. Wiedziałam, że tak będzie. Kto zajmuję się psem.? Ja. Kto z nim wychodzi na spacery.? Ja i czasami Liam. Kto się z nim użera codziennie.? Ja. bo chłopców oczywiście nie ma w domu. Nie wierzycie.? Na przykład dzisiaj. Teraz jest godzina 5.14 rano, a ja muszę wstać bo oczywiście pies chce na dwór.
- Niall rusz dupe i weź psa.! - krzyknęłam. Jaką usłyszałam odpowiedź.?
- teraz kolej Hazzy.. - nawet nie powiedział tylko wybełkotał. Mam tego dość. Kati uspokój się, wdech, wydech. Pies wszedł do mojego pokoju i położył się koło mnie na łóżku. Odwróciłam się w jego stronę i zaczęłam głaskać po mordce.
- no i widzisz co my z nimi mamy.? - powiedziałam wzdychając. Wygrzebałam się powoli z łóżka i się przebrałam. Nie ogarniałam się za specjalnie bo nie mam po co ani dla kogo. Wyszłam na korytarz pies poszedł za mną.
- no to co Dast, ty do Liam'a i Niall'a, a ja do reszty. - pies dając znak, że "zrozumiał" pobiegł bo pokoju Liam'a a ja poszłam do Hazzy. Weszłam po cichu do pokoju i zobaczyłam słodki obrazek.
- Hazzuś wstajemy.
- jeszcze 5 minut mamo.
- żadne pięć minut ruszaj się.
- na zaraz wstanę. - powiedział i się pod kołdrę schował.
- nie chcesz po dobroci to ci pomogę. - powiedziałam i pociągnęłam go za nogę, na co on spadł z łóżka, spojrzał na mnie gniewnie i poszedł do wc.
- pierwszy z głowy, teraz Zayn.
Poszłam do pokoju chłopaka, z nim nie da się normalnie więc od razu poszłam do łazienki, nalałam wody do jakiejś miski i wyszłam. Stanęłam na jego łóżku.
- wstajemy królewno. - powiedziałam śmiejąc się.,
- jeszcze moment.
- za 3, 2, 1. - powiedziałam i miska poszła w ruch. Cała zawartość wylądowała na chłopaku.
- zabije cie kiedyś wiesz.?
- ja to powinnam już dawno zrobić. - wyszłam z pokoju i poszłam do Lou.
Weszłam do pokoju, ten nie spał.
- oo a ty nie śpisz.?
- nie mogę. - położyłam się koło niego i przytuliłam.
- powiesz mi co się stało.?
- źle się czuję. - dotknęłam ręka jego czoła, gorące jak czajnik.
- masz gorączkę, poczekaj chwilę.
Zeszłam do kuchni wszyscy już ogarnięci to dobrze.
- a gdzie Loui.? - zapytał Hazz.
- on dzisiaj zostaje w domu, ja też. Ty - wskazałam na Zayn'a - bierzesz psa i wychodzisz przynajmniej na 2 godziny, Niall i Liam na zakupy, lista jest w szufladzie, a Hazza ty mój drogi lecisz do mojego domu po resztę moich rzeczy.
- a Louis.?
- Niall... Lou zostaje w domu ze mną bo jest chory.
- jasne jasne. pewnie udaję. - parsknął Zayn.
- liczę do 3, jak będziecie tu dalej sterczeć to gotujecie se sami przez 2 miesiące. - nie zdążyłam powiedzieć 1 a już ich nie było. Wzięłam leki i wodę i poszłam do Louisa.
- tu masz leki, weź i popij, dzisiaj siedzisz ze mną w domu.
- Dziękuję.,
- chcesz coś do jedzenia.?
- sam mogę sobie zrobić.
- jak chcesz. - wstałam z łóżka, a Lou po mnie, ale się wywalił na podłogę jakby zemdlał.
- Louis.!! - krzyknęłam i pobiegłam do niego.
- boże Lou obudź się, no co jest mam marchewki wstań proszę. - powiedziałam i powoli zaczynałam płakać. On jest jak brat nie wybaczę sobie jak coś mu się stanie. Wytarłam rękawem oczy i schyliłam się zobaczyć czy oddycha.
- buu.!! -
- aaaa. - jaki debil.
- nienawidzę cie.,.!- skuliłam nogi pod brodę i schowałam w nich głowę, zza drzwi wyszła reszta i wybuchli śmiechem. Nie dość, że od kilku dni mam ich serdecznie dość, bo zachowują się gorzej od baby w ciąży to ci jeszcze se jaja ze mnie robią.
- nienawidzę was.!- wydarłam się i wstałam. Chłopcy na siebie spojrzeli przerażeni a ja wybiegłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Za chwilę wparowali do pokoju.
- co ty robisz.?! - Niall się wydarł.
- nie widać kurwa.? mam was dość. zachowujecie się jak baby w ciąży a nawet gorzej. wyprowadzam się,
- ale ty nie możesz. - krzyknął Zayn.
- bo co mi zrobisz.? nie wytrzymam z wami dłużej. - domknęłam walizkę i wyszłam z pokoju a później z domu.
~dwa dni później, oczami Niall'a~
Boże już wiem jak czuła się Kati. Ci debile do szału by świętego doprowadzili.
- boże święty czy możecie się zamknąć.?! - nie wytrzymałem, kolejna kłótnia który ma kurde lepsze vansy.
- nie dziwie się, że Kati nas zostawiła. - powiedziałem opadając na fotel.
- ej on ma rację, zachowujemy się jak dzieci. - powiedział Louis.
- gorzej. - wtrącił Liam.
- trzeba przeprosić Kati. - westchnął Zayn.
- a ja nawet wiem jak.
- no dajesz Niall.
- no więc......
~oczami Kati~
Jak dobrze jest odpocząć, od tych dzieci i od psa. Wracam sobie właśnie z treningu, jest godzina 19.30 postanowiłam wrócić przez park. Mało ludzi, świeże powietrze właśnie tego mi brakowało. Odwróciłam się i zero ludzi. Fajnie tak samemu pochodzić i pomyśleć. Byłam już na końcu, ale stwierdziłam, że jeszcze się przejdę. Odwróciłam się poszłam, ale nagle usłyszałam gitarę, na której ktoś zaczyna grać piosenkę One Thing. (moja ulubiona piosenka ever.) Odwróciłam się i zobaczyłam Niall'a z gitarą. Szedł sam, za chwile dołączył się Liam. Zaczął śpiewać, skończył i wyszedł Hazza, który też zaczął śpiewać. Stałam tam z otwartą buzią. Zayn i jego słodki uśmieszek. Refren wszyscy razem. Teraz moj misiek czyli Niall, oczywiście jego solówkę musiałam zaśpiewać na co się uśmiechnął, teraz Louis i znowu razem aż do końca. Zaprało mi dech w piersiach. Za chwilę jeszcze wbiegł na mnie Dast. Na jego widok ucieszyłam się najbardziej. Zaczęłam się z nim bawić.
- Kati chcieliśmy cię przeprosić. - zaczął Louis.
- wiemy, że zachowywaliśmy się gorzej od dzieci. - dopowiedział Zayn.
- nawet gorzej. - powiedziałam.
- wiemy, że nie było ci z nami łatwo.. - dodał swoje trzy grosze Hazza.
- dlatego postanowiliśmy się zmienić. - powiedział Liam.
- ach tak, a co robicie w tym kierunku.?
- zajmujemy się psem, jak widzisz jeszcze żyje, mniej się kłócimy, ustaliliśmy kto w jaki dzień sprząta i tak dalej. - powiedział Niall.
- teraz mówisz serio czy znowu se jaja ze mnie robicie.? - powiedziałam i spojrzałam na Lou, który spuścił głowę.
- przepraszamy za wszystko. - powiedział Louis.
- taaak i się domyślam że jest w tym jakiś haczyk, zgadłam.?
- chcemy żebyś się do nas znowu wprowadziła... - powiedział cicho Niall.
- moje debile kochane. - powiedziałam i się zaśmiałam. Oni sztywno stali.
- wprowadzę się pod jednym warunkiem.
- jakim.? - zapytał Hazza.
- nie muszę was budzić, zajmujecie się psem i liczę na to, że mnie przytulicie. - wystawiłam ręce na co się na mnie rzucili.
- kocham was debile.
- my ciebie też. - powiedzieli równo.
Odkleiliśmy się od siebie, a ja podeszłam do Niall'a i się w niego wtuliłam.
- kocham cię Niall.
- ja ciebie też Kati. - pocałowaliśmy się i poszliśmy do domu.
~3 i pół roku później~
- Niall za ile oni będą.?
- nie wiem.
Siedzimy w ogrodzie i się nudzimy. To znaczy ja. Darcy - nasza córeczka, tak zostaliśmy rodzicami - bawi się z Dastem, Niall rozpala grilla, a ja siedzę na huśtawce, bo mój kochany mąż nie pozwala mi się przemęczać. Wiecie dlaczego.? Po raz drugi zostaniemy rodzicami, tym razem Nathana. Wiecie jak to jest... chłopcy zmienili się o 180 stopni. Dbali o dom, o psa, o mnie. Co najważniejsze jak dowiedzieli się, że będą wujkami, a Niall ojcem zaczęli się strasznie troszczyć. Ciesze się, że zmienili się na dobre.
Taaki oto wyszedł mi imagin. Myślę, że nie jest najgorszy. ;) Wiecie co wam powiem, wczoraj mojego bloga odwiedziły 53 osoby, myślę, że to nie najgorzej, ale mogło by być lepiej bo kiedyś wchodziło po 100 pare, ale dobre i to. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, a co do zdjęcia to powiem wam, że moje dzieci będą miały zajebistego ojca. xD
Martu ;3


Więc oto zostawiam po sobie ślad w postaci komentarza i stwierdzam wszem i wobec, że bardzo mi się podoba Twoje dzieło :)
OdpowiedzUsuńSuper! Zajebisty! Świetny! *_* Zapraszam do mnie! Napisałam drugi rozdział! :)
OdpowiedzUsuńKocham Cie Moja Mrcheweczko ;***