czwartek, 25 kwietnia 2013

imagin ze wszystkimi. xD

Wiecie co wam powiem..Nigdy nie zgadzaj się na psa jak mieszkasz z chłopakiem a tym bardziej z piątką hmm.. debili.?.

~dwa miesiące temu~
Jak zawsze siedzimy wieczorem w salonie i gadamy. Cisza, nikt się nie odzywa, ale jak zawsze tą cudowna cisze, która w tym domu to rzadkość postanowił przerwać Hazza.
- ej kupmy sobie psa.!
- ejj to dobry pomysł.! - taaa Lou i te jego genialne pomysły. Chłopcy zaczęli dyskutować na ten temat, a nagle spojrzeli na mnie.
- i co zgadzasz się Kati.? - ich chyba bania boli.
- chyba se jaja ze mnie robicie.?! - nie dowierzam. Jak zawsze będzie tak samo. Pierwsze był rybki Lou, ale ten idiota starał się je utopić (geniusz nieprawdaż.?) i spuścił je w kiblu. Później był kot Hazzy, który od nas uciekł po dwóch dniach. Liam kupił sobie żółwie.. też nie skończyło się to dobrze, ponieważ któryś z tych idiotów wywalił akwarium, a te maleństwa spadły z dość wysoka (z szafy) w sumie nie wiem czemu je tak wysoko postawił, no ale było minęło, nic na to nie poradzę, a Niall okazał się być nadopiekuńczym "tatusiem" dla swoich rybek i je przekarmił... pamiętam pogrzeb w wc. W sumie Zayn chyba jest najnormalniejszy, chociaż kiedyś chciał wnieść papugę do domu, ale na szczęście chłopcy mu zabronili. 
- no prosimy. będzie dobrze. - boże co Harremu tak na tym zależy.?
- pies to nie zabawka idioci, nie pamiętacie co się stało ze zwierzętami w naszym domu.?
- no ale to było i już nie wróci. No Kati proszę zgódź się - booże Niall co ty ze mną robisz.
- nie wiem. 
- no prosimy, będziemy z nim wychodzić i wgl. - tak akurat Zaym ruszy dupe i wyjdzie.. yhyym chciałabym w to wierzyć.
- i tobie mam wierzyć Zayn.?
- Kati no zgódź się, będzie fajnie. 
- nawet ty Liam.?
- no to jak.? - boże dlaczego ja jestem taka uległa...
- no dobra, zgadzam się na małego psa, ale mam warunek.- chłopacy zaczęli piszczeć jak dziewczynki jak się o tym dowiedzieli.
- jaki.? - powiedział Zayn.
- będziecie z nim wychodzić codziennie, ma być mały i ja nie zwracam na niego uwagi. - powiedziałam i spojrzałam na nich na co im mina trochę zeszła.
- obiecujemy. - powiedzieli równo.
- oo jezu co wy ze mną robicie..
- no ale za to nas kochasz.
- tak tak yhym nawet bardzo.
- eghhm. - odkaszlnął Niall.
- no tak ciebie najbardziej. - wywróciłam oczami na co on zareagował śmiechem i mnie pocałował. Kilka dni później w naszym domu pojawił się Dast.  Wspominałam prawda, że pies ma być mały.? Noo własnie a ci idioci przyprowadzili mi bernardyna do domu.! 
(jakby ktoś nie wiedział.)
Wszystko było pięknie póki był mały.


~teraz~
Mam tego serdecznie dość. Wiedziałam, że tak będzie. Kto zajmuję się psem.? Ja. Kto z nim wychodzi na spacery.? Ja i czasami Liam. Kto się z nim użera codziennie.? Ja. bo chłopców oczywiście nie ma w domu. Nie wierzycie.? Na przykład dzisiaj. Teraz jest godzina 5.14 rano, a ja muszę wstać bo oczywiście pies chce na dwór. 
- Niall rusz dupe i weź psa.! - krzyknęłam. Jaką usłyszałam odpowiedź.?
- teraz kolej Hazzy.. - nawet nie powiedział tylko wybełkotał. Mam tego dość. Kati uspokój się, wdech, wydech. Pies wszedł do mojego pokoju i położył się koło mnie na łóżku. Odwróciłam się w jego stronę i zaczęłam głaskać po mordce.
- no i widzisz co my z nimi mamy.? - powiedziałam wzdychając. Wygrzebałam się powoli z łóżka i się przebrałam. Nie ogarniałam się za specjalnie bo nie mam po co ani dla kogo. Wyszłam na korytarz pies poszedł za mną.
- no to co Dast, ty do Liam'a i Niall'a, a ja do reszty. - pies dając znak, że "zrozumiał" pobiegł bo pokoju Liam'a a ja poszłam do Hazzy. Weszłam po cichu do pokoju i zobaczyłam słodki obrazek.
- Hazzuś wstajemy.
- jeszcze 5 minut mamo.
- żadne pięć minut ruszaj się.
- na zaraz wstanę. - powiedział i się pod kołdrę schował.
- nie chcesz po dobroci to ci pomogę. - powiedziałam i pociągnęłam go za nogę, na co on spadł z łóżka, spojrzał na mnie gniewnie i poszedł do wc.
- pierwszy z głowy, teraz Zayn. 
Poszłam do pokoju chłopaka, z nim nie da się normalnie więc od razu poszłam do łazienki, nalałam wody do jakiejś miski i wyszłam. Stanęłam na jego łóżku.
- wstajemy królewno. - powiedziałam śmiejąc się.,
- jeszcze moment.
- za 3, 2, 1. - powiedziałam i miska poszła w ruch. Cała zawartość wylądowała na chłopaku.
- zabije cie kiedyś wiesz.?
- ja to powinnam już dawno zrobić. - wyszłam z pokoju i poszłam do Lou. 
Weszłam do pokoju, ten nie spał.
- oo a ty nie śpisz.? 
- nie mogę. - położyłam się koło niego i przytuliłam.
- powiesz mi co się stało.?
- źle się czuję. - dotknęłam ręka jego czoła, gorące jak czajnik.
- masz gorączkę, poczekaj chwilę.
Zeszłam do kuchni wszyscy już ogarnięci to dobrze.
- a gdzie Loui.? - zapytał Hazz.
- on dzisiaj zostaje w domu, ja też. Ty - wskazałam na Zayn'a - bierzesz psa i wychodzisz przynajmniej na 2 godziny, Niall i Liam na zakupy, lista jest w szufladzie, a Hazza ty mój drogi lecisz do mojego domu po resztę moich rzeczy. 
- a Louis.? 
- Niall... Lou zostaje w domu ze mną bo jest chory.
- jasne jasne. pewnie udaję. - parsknął Zayn.
- liczę do 3, jak będziecie tu dalej sterczeć to gotujecie se sami przez 2 miesiące. - nie zdążyłam powiedzieć 1 a już ich nie było. Wzięłam leki i wodę i poszłam do Louisa.
- tu masz leki, weź i popij, dzisiaj siedzisz ze mną w domu.
- Dziękuję.,
- chcesz coś do jedzenia.?
- sam mogę sobie zrobić.
- jak chcesz. - wstałam z łóżka, a Lou po mnie, ale się wywalił na podłogę jakby zemdlał.
- Louis.!! - krzyknęłam i pobiegłam do niego.
- boże Lou obudź się, no co jest mam marchewki wstań proszę. - powiedziałam i powoli zaczynałam płakać. On jest jak brat nie wybaczę sobie jak coś mu się stanie. Wytarłam rękawem oczy i schyliłam się zobaczyć czy oddycha. 
- buu.!! - 
- aaaa. - jaki debil.
- nienawidzę cie.,.!- skuliłam nogi pod brodę i schowałam w nich głowę, zza drzwi wyszła reszta  i wybuchli śmiechem. Nie dość, że od kilku dni mam ich serdecznie dość, bo zachowują się gorzej od baby w ciąży to ci jeszcze se jaja ze mnie robią. 
- nienawidzę was.!- wydarłam się i wstałam. Chłopcy na siebie spojrzeli przerażeni a ja wybiegłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Za chwilę wparowali do pokoju.
- co ty robisz.?! - Niall się wydarł.
- nie widać kurwa.? mam was dość. zachowujecie się jak baby w ciąży a nawet gorzej. wyprowadzam się,
- ale ty nie możesz. - krzyknął Zayn.
- bo co mi zrobisz.? nie wytrzymam z wami dłużej. - domknęłam walizkę i wyszłam z pokoju a później z domu. 



~dwa dni później, oczami Niall'a~
Boże już wiem jak czuła się Kati. Ci debile do szału by świętego doprowadzili.
- boże święty czy możecie się zamknąć.?! - nie wytrzymałem, kolejna kłótnia który ma kurde lepsze vansy.
- nie dziwie się, że Kati nas zostawiła. - powiedziałem opadając na fotel.
- ej on ma rację, zachowujemy się jak dzieci. - powiedział Louis.
- gorzej. - wtrącił Liam. 
- trzeba przeprosić Kati. -  westchnął Zayn.
- a ja nawet wiem jak. 
- no dajesz Niall.
- no więc......



~oczami Kati~
Jak dobrze jest odpocząć, od tych dzieci i od psa. Wracam sobie właśnie z treningu, jest godzina 19.30 postanowiłam wrócić przez park. Mało ludzi, świeże powietrze właśnie tego mi brakowało. Odwróciłam się i zero ludzi. Fajnie tak samemu pochodzić i pomyśleć. Byłam już na końcu, ale stwierdziłam, że jeszcze się przejdę. Odwróciłam się poszłam, ale nagle usłyszałam gitarę, na której ktoś zaczyna grać piosenkę One Thing. (moja ulubiona piosenka ever.) Odwróciłam się i zobaczyłam Niall'a z gitarą. Szedł sam, za chwile dołączył się Liam. Zaczął śpiewać, skończył i wyszedł Hazza, który też zaczął śpiewać. Stałam tam z otwartą buzią. Zayn i jego słodki uśmieszek. Refren wszyscy razem. Teraz moj misiek czyli Niall, oczywiście jego solówkę musiałam zaśpiewać na co się uśmiechnął, teraz Louis i znowu razem aż do końca. Zaprało mi dech w piersiach.  Za chwilę jeszcze wbiegł na mnie Dast. Na jego widok ucieszyłam się najbardziej. Zaczęłam się z nim bawić. 
- Kati chcieliśmy cię przeprosić. - zaczął Louis.
- wiemy, że zachowywaliśmy się gorzej od dzieci. - dopowiedział Zayn.
- nawet gorzej. - powiedziałam.
- wiemy, że nie było ci z nami łatwo.. - dodał swoje trzy grosze Hazza.
- dlatego postanowiliśmy się zmienić. - powiedział Liam.
- ach tak, a co robicie w tym kierunku.?
- zajmujemy się psem, jak widzisz jeszcze żyje, mniej się kłócimy, ustaliliśmy kto w jaki dzień sprząta i tak dalej. - powiedział Niall. 
- teraz mówisz serio czy znowu se jaja ze mnie robicie.? - powiedziałam i spojrzałam na Lou, który spuścił głowę.
- przepraszamy za wszystko. - powiedział Louis.
- taaak i się domyślam że jest w tym jakiś haczyk, zgadłam.?
- chcemy żebyś się do nas znowu wprowadziła... - powiedział cicho Niall.
- moje debile kochane. - powiedziałam i się zaśmiałam. Oni sztywno stali.
- wprowadzę się pod jednym warunkiem. 
- jakim.? - zapytał Hazza.
- nie muszę was budzić, zajmujecie się psem i liczę na to, że mnie przytulicie. - wystawiłam ręce na co się na mnie rzucili. 
- kocham was debile.
- my ciebie też. - powiedzieli równo.
Odkleiliśmy się od siebie, a ja podeszłam do Niall'a i się w niego wtuliłam.
- kocham cię Niall.
- ja ciebie też Kati. - pocałowaliśmy się i poszliśmy do domu. 




~3 i pół roku później~
- Niall za ile oni będą.?
- nie wiem. 
Siedzimy w ogrodzie i się nudzimy. To znaczy ja. Darcy - nasza córeczka, tak zostaliśmy rodzicami - bawi się z Dastem, Niall rozpala grilla, a ja siedzę na huśtawce, bo mój kochany mąż nie pozwala mi się przemęczać. Wiecie dlaczego.? Po raz drugi zostaniemy rodzicami, tym razem Nathana. Wiecie jak to jest... chłopcy zmienili się o 180 stopni. Dbali o dom, o psa, o mnie. Co najważniejsze jak dowiedzieli się, że będą wujkami, a Niall ojcem zaczęli się strasznie troszczyć. Ciesze się, że zmienili się na dobre. 




Taaki oto wyszedł mi imagin. Myślę, że nie jest najgorszy. ;) Wiecie co wam powiem, wczoraj mojego bloga odwiedziły 53 osoby, myślę, że to nie najgorzej, ale mogło by być lepiej bo kiedyś wchodziło po 100 pare, ale dobre i to. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, a co do zdjęcia to powiem wam, że moje dzieci będą miały zajebistego ojca. xD
Martu ;3

wtorek, 23 kwietnia 2013

Hazza

Siedziałam w parku na huśtawce i czekałam na Hazzusia mojego. ;) Jak zawsze umówiliśmy się na huśtawkach bo oboje mamy na nie faze. Jest 17. Zaraz powinien być. Powoli robiło się zimno. Byłam ubrana nie zbyt ciepło, bo jest lato, ale przychodzi wieczór i robi się coraz zimniej. Siedziałam i lekko się huśtałam śpiewając sobie pod nosem Last First Kiss. Zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Siedziałam tak i nagle poczułam ręce na biodrach. Nie chciało mi się wstawać więc wywinęłam głowę w tył i zobaczyłam moje loczki. PO chwili poczułam ciepłe usta na czole. 
- Hej Harry.
- cześć misiu. - zeskoczyłam z huśtawki i przytuliliśmy się. Był ubrany w czarne rurki, koszulę w kratkę i conversy. (coś jak w LT.)
- nie jest ci zimno Medi.?
- nie, może trochę, ale nie jest źle. - uśmiechnęłam się i poczłapaliśmy na ławkę.
- co dzisiaj robiłaś ciekawego.?
- aaa byłam na zakupach - oczywiście wielki banan na twarzy. - a ty.?
- wywiad, później próba i wolne. a co kupiłaś.?
Chłopak spojrzał na mnie na co wybuchnęłam śmiechem.
- no Hazza no.. 
- przecież ja nic nie robię. - wystawiłam mu język, na co on zrobił to samo. Szurnęłam na niego lekko piasek. Nagle mi się coś przypomniało. Przecież ja mu koszulkę kupiłam.
- Harry, Harry, Harry.! - wydarłam się.
- co się stało głupku.?
- ejj noo ja ci chciałam prezent dać,a ty mnie wyzywasz. - zrobiłam smutną minkę, ale to było trudne bo miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- ojeju przepraszam misiu. - zawsze do siebie tak gadaliśmy, ale nie byliśmy parą. NO może ja coś do niego czułam, ale czy on do mnie .? Przysunął się i pocałował mnie w policzek.
- nie wiem czy ci to dam. - uśmiech zszedł mu z twarzy.. ojj taki słodziak.
- no dobra słodziaku. - szturchnęłam go w ramię, a ten się zaśmiał. 
- więc co dla mnie masz.?
Wyciągnęłam koszulkę, na co Hazza dziwnie zareagował.
- serio.? - zapytał z niedowierzaniem.
- nie podoba ci się.? - zrobiło mi się smutno bo myślałam, że będzie chciał taką. Oglądał ją przy mnie kiedyś.
- Medi to nie tak,że ...
- jak jej nie chcesz to dam ją Niall'owi. - wstałam z ławki i poszłam przed siebie. Łezki zaczęły spływać po mojej twarzy.
- zaczekaj.! - usłyszałam za sobą, ale nie miałam ochoty go oglądać. Kurwa no. On wiele razy dawał mi prezenty, które nie za bardzo mi się podobały, ale nie miałam serca mu tego mówić, a on wyznał mi to przy pierwszej lepszej okazji. No ej.. Wyobraź to sobie, łaziłaś po sklepach jak kołek, szukając jebanego prezentu na rocznice przyjaźni ( o której oczywiście on zapomniał), napotykasz się na koszulkę, która jest nawet fajna i masz nadzieje, że  mu się spodoba, a on ci mówi że nie... Ej no sory, ale to smutne. Szłam może z 10 minut i dotarłam pod dom chłopaków w sumie to też mój dom bo z nimi mieszkam od niedawna, ale to się zmieni. Miałam im o tym dzisiaj powiedzieć, ale mam to w dupie. Prawdopodobnie wyjeżdżam do ameryki, do mamy. NIe wiem czy to zrobie, ale chciałabym ją odwiedzić. Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami. Chłopcy siedzieli w salonie oczywiście bez Hazzy.
- gdzie Hazza.? - zapytał Louis.
- nie wiem.
- a co ty taka zła.? - tym razem Zayn. Nie mam ochoty z nimi gadać.
- nie ważne, Niall możesz na chwilę.?
- jasne. - chłopak wstał i poszliśmy razem na górę. Weszliśmy do mojego pokoju. 
- co się stało Medi.?
- mam dość. - powiedziałam i walnęłam się na łóżko chowając twarz w poduszkach. Nial usiadł koło mnie i jeździł ręką po moich plecach. Ps. NIall wiedział co czuję do Hazzy, wygadałam mu się po pijaku, ale obiecał, że nie powie. 
- Madi..
- NIall on zapomniał.
- serio.?! 
- nie kurde na żarty. - powiedziałam wzdychając. - nie mam już do niego siły i prawdopodobnie wyjeżdżam.
- czekaj czekaj gdzie.?! - NIall coś tam gadał, a ja poszłam do szafy i wyciągnęłam walizkę po czym zaczęłam się pakować. 
- NIall wyjeżdżam do mamy, (mieszka w Los Angeles) na tydzień góra.
- ale dlaczego.?
- muszę odpocząć. - usiadłam na łóżku koło niego i się przytuliliśmy. Popłakałam się. 
- będę za tobą tęsknić blondasku.
- ja za tobą też mała. - oderwaliśmy się i dopakowaliśmy resztę moich rzeczy. Lot mam dzisiaj o 19, a jest 18 czyli trzeba się zbierać. Wstałam z podłogi i chwyciłam rękę NIall'a po czym zeszliśmy po schodach.
- chłopaki.. - zaczął blondyn
- chciałabym się pożegnać.  - oczywiście powiedziałam im dlaczego i tak dalej. Pożegnaliśmy się i chwyciłam za klamkę w drzwiach. Wyszłam i wpadłam na Harrego...
- Medi.? co ty robisz.?
- wyjeżdżam. - pomachałam chłopakom i wyszłam. Hazza cos tam krzyczał i za chwilę poczułąm uścisk na ramionach.
- co chcesz.?
- Madi ja mam dla ciebie prezent... chciałem go dać bo dzisiaj jest rocznica.. - zakręciła mi się łezka w oku. a jednak pamiętał.
- Hazza, jaa .. - przerwał mi i pocałował.
- yyy.?
- co się stało.?
- co to miało być.?
- mój prezent...
- Harry ja nie wiem ...
- Medii, nie bądź zła ale NIall się wygadał...
- zabije go.! - krzyknęłam po czym przytuliłam Hazze.
- jakieś specjalne zyczenia na dzisiejszy dzień.?
- wiesz co..
- hmm.?
- Tylko mnie kochaj. - powiedziałam po czym zastygneliśmy w głębokim pocałunku.



Sorki, że Hazza, ale nie widziałam w tym imaginie nikogo innego. <33 nie będę się rozpisywać, dlatego proszę tylko o komentarze + nie wiem co z tą ankietą się dzieje.. może mi ktoś pomóc.? ;8

Martu ;3

niedziela, 21 kwietnia 2013

Louis.

Był piękny, czerwcowy dzień. Jak na Londyn była cudowna pogoda. Siedziałam na schodach przed domem (mieszkam na przedmieściach) i pomagałam mojemu bratu zrobić pracę na technikę, a mianowicie wypalałam za niego zapałki bo mama stwierdziła, że ja jestem starsza (mam 19 lat) i ja mam to zrobić. Siedziałam w szortach, koszulce z autografami ROOM 94 (dostałam na urodziny.). Włosy rozpuszczone a na nogach czerwone vansy. Siedziałam tak i sobie śpiewałam pod nosem. Wypaliłam już wszystkie więc zaniosłam je do domu, wzięłam deskorolkę i z powrotem wyszłam przed dom. Na ulicy nie ma nikogo. CO jest dziwne do jest takie wspaniały dzień. Jeździłam tak przed domem i próbowałam zrobić ollie. Niby proste, ale żeby wyszło dobrze trzeba się przyłożyć. Nagle zobaczyłam, że kilka domków dalej siedziała piątka chłopaków, jeden z nich jeździł na desce, drugi coś tam próbował, trzeci siedział na schodach i jadł kanapkę, czwarty siedział i bawił się z kotkiem (jak słodko.oww) a piąty coś tam grzebał w telefonie. 
-nosz kurwa no.- powiedziałam sama do siebie i się wkurwiłam. Wzięłam deskę w ręce i zaczęłam nią walić o ulica, skakać po niej a na sam koniec się wkurzyłam i jej kopa sprzedałam, ale to był zły pomysł bo moja noga zaczęła cholernie boleć, a ja położyłam się na środku jezdni i leżałam. Wkurza mnie ta deskorolka. Rozwaliła się, a mówiłam mamie żeby mi nową kupiła. Zamknęłam oczy bo słońce nieźle dawało, ale po chwili ktoś postanowił mi je zasłonić.
- coś się stało.? - zapytał męski głos. 
- odejdź stąd, bo zasłaniasz słońca. - powiedziałam nawet nie otwierając oczu. Myślałam, że se poszedł bo się jasno zrobiło, ale się myliłam. Otworzyłam oczy a na de mną stała 5 chłopaków.
- aaa. - krzyknęłam zdeczka bo się wystraszyłam. 
- no tak wiem, że jestem piękny, ale nie musisz krzyczeć. - powiedział mulat. Wiem, że to 1D, ale jakoś mi to nie przeszkadza w pyskowaniu do nich.
- zamknij się lalusiu. - powiedziałam i się podniosłam.
- co ty powiedziałaś.? - zapytał czerwony ze złości, a reszta ledwo co powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem.
- to co słyszałeś misiu. - powiedziałąm i mrugnęłam do niego. 
- ostra lubie takie. - powiedział loczek.
- uważaj bo się skaleczysz - powiedziałąm i go zmierzyłąm. Reszta wybuchnęła śmiechem, a on zrobił się cały czerwony.
- jestem Louis - wyciągnął rękę pasiak.
- wiem kim jesteście, ja jestem [t.i.] - chłopcy zrobili zdziwione miny.
- i nie piszczysz na nasz widok.? - powiedział blondyn.
- jak chcesz moge zacząć. O MÓJ BOO- nie dokończyłam bo Lou zatkał mi usta ręką.
- nie krzycz.
- yhyym.
Poszłam na schody a oni za mną. Gadaliśmy z jakieś pół godziny kiedy nagle Zayn wypalił.
- i że ty na desce jeździsz.?
- no tak.
- jak ty jeździsz to ja jestem święty.
- czyli od dzisiaj mam się do ciebie zwracać Święty Zaynie.? iekawe co będzie się działo dalej..... ale reszte to wam chyba kiedy indziej napiszę. 




Przepraszam, że taki słaby, ale no kurde miałam pomysł, ale nie umiałam go w słowa ubrać, a po za tym jutro o 6 trzeba wstać . -.- Mam nadzieję, że mi wybaczycie.? ps. jutro zobacze co z tą ankietą, bo nawet nie wiedziałam, że się coś zjechało. ;/ <33
Martu ;3


czwartek, 18 kwietnia 2013

Zayn.

Dlaczego moja życie musi być teraz takie... huuh.? popierdolone, zjebane, takie nawet nie wiem jak to opisać. Codziennie wstaję z nadzieją, że leży obok, ale jak zawsze sprawdza się powiedzenie "nadzieja matką głupich". Rano wychodzi do pracy, co robi później.? Sama nie wiem. Pewnie szlaja się po klubach i się upija.  Co do upijania jestem pewna, bo co noc jest to samo... Przychodzi, ja udaję, że śpię. On idzie do łazienki, bierze prysznic, zakłada spodnie od dresów i kładzie się obok przyciągając mnie swoją ręką. Teraz każda dziewczyna pomyśli "aww jak słodko. co ci nie pasuje kobieto.?" Tak wszystko było by pięknie, gdyby nie ten okropny zapach.. Alkohol pomieszany z papierosami. Zapytacie się teraz pewnie "skoro ci nie pasuje, dlaczego go nie zostawisz.?". ummm. no właśnie. Dlaczego.? Może dlatego, że kocham albo może już kochałam.? Sama nie wiem. W mojej głowie toczy się wojna. Pamiętam jak się poznaliśmy dwa lata temu. Przez początek naszego związku wszystko było jak z bajki. Okazywał swoje uczucia, mówił te dwa magiczne słowa "kocham cię", a teraz.? Jedyne słowa jakie do mnie wypowiada to "zrobisz mi kawę.?" albo "nie drzyj się kobieto głowa mi pęka." No tak jak codziennie ma się kaca, to się nie ma co dziwić. To wszystko powoli mnie przerasta. Teraz jest godzina 22.57. No tak jak zawsze to samo. Siedzę w "naszej" sypialni.. Już sama nie wiem jak nazwać to pomieszczenie. Czuję się jakbym była w całkiem innym miejscu i z całkiem innym mężczyzną, to nie ten sam troskliwy, opiekuńczy i czuły chłopak co kiedyś. Powoli zamknęłam książkę, którą czytałam i odłożyłam ją na łóżko. *trzaśnięcie drzwiami*
- ochoo wrócił. - powiedziałam sama do siebie. Ciekawe jak dzisiaj będzie. Usłyszałam jak rzucił kurtkę na fotel i poszedł na schody, czyli kieruję się w kierunku sypialni. Ciężko westchnęłam i chciałam zgasić lampkę lecz drzwi się otworzyły. Spojrzałam na niego, na co on zareagował podobnie. 
- nie śpisz ... - powiedział ledwo słyszalnie dalej się na mnie patrząc. Pokiwałam przecząco głową. Wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wziął te same dresy co zawsze i poszedł do łazienki. Powoli położyłam się na łóżku i zastanawiałam się jak dalej będzie wyglądać "nasze" życie. Po około 15 minutach chłopak wyszedł. Odłożył ubrania na krzesło i podszedł w stronę łóżka. Powoli się położył. Chciał mnie przyciągnąć do siebie, ale się odsunęłam. Nie miałam ochoty na "czułości". W sumie, która dziewczyna chciałaby tak żyć.? Kiedyś myślałam, że to książką z bajki, że to ten "jedyny", ale chyba się myliłam. odsunęłam się od niego najdalej jak mogłam. Powiem wam szczerze, że w tej chwili brzydziłam się nim. Odrzucało mnie kiedy mnie dotykał. Moje oczy zaczęły się szklić. W mojej głowie krążyło pytanie "gdzie jest mój stary Zayn.?" Po chwili po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Wstałam do pozycji siedzącej, podwinęłam nogi pod brodę po czym owinęłam je rękami i zaczęłam płakać. Usiadł koło mnie, ale nic nie powiedział. Płakałam jak dziecko. To mnie przerasta. Wstałam z łóżka podchodząc do szafy. Wyjęłam z niej dresy i koszulkę. Szybko się przebrałam i opuściłam pokój. Zayn wstał i poszedł za mną. Zatrzymałam się przy kanapie. Sięgnęłam po telefon, który leżał na stoliku i zaczęłam wykręcać numer do Dani. Tylko ona mnie rozumie, bo miała to samo. nie zastanawiając się ani chwili dłużej nacisnęłam guzik i telefon zaczął dzwonić. 
*rozmowa telefoniczna*
-Marta.. co się stało, że tak późno dzwonisz.? - było słychać w jej głosie przejęcie. Wiedziałam, że nie śpi bo zawsze o 23 ogląda tv.
- Danielle... - powiedziałam po czym wybuchnęłam płaczem do słuchawki.
- boże co się stało.?!
- zabierz mnie stąd proszę. - rozpłakałam się na dobre. Zayn stał na schodach i wszystkiemu się przyglądał.
- nie ruszaj się z domu jadę po ciebie.  - rozłączyła się. Odłożyłam telefon na jego miejsce i spojrzałam na mulata. Nie wiedziałam co mam zrobić. W jego oczach było widać smutek.? złość.? sama nie wiem. Wiedziałam, że nie mogę przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Spojrzał się na mnie i zszedł ze schodów. Chyba chciał podejść bo jak się odsunęłam w tył to się zatrzymał. Płakałam jak głupia, ale co mam zrobić.? Dlaczego on się tak zmienił.? To moja wina.? Spojrzałam na nadgarstki. Były na nich odciski palców... Jego palców. odpowiem od razu na pytanie. Podczas ostatniej kłótni, które ostatnio są dość często... Złapał mnie za ręce i przycisnął do ściany. Bałam się. Tak cholernie się go bałam. Kiedyś mi obiecywał, że będę z nim bezpieczna, ale teraz gdy jest koło mnie boję się. Nie wiem czy by mnie uderzył. Nigdy tego nie zrobił, ale nie wiem co w niego może wstąpić. Spojrzałam na ręce. W prawdzie minęło kilka dni, ale dalej bolą. 
- Marta... - powiedział po chwili przy czym się ocknęłam. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc czekał aż zacznie mówić. Zaczął podchodzić na co ja gwałtownie zaczęłam się cofać.
- boisz się mnie.? - powiedział ledwo słyszalnie. Bałam się odpowiedzieć. Spojrzałam na niego, później na swoje ręce i znowu na niego. Jego oczy wylądowały na nadgarstkach. Po chwili spojrzał na mnie smutno. 
- ja ci to zrobiłem.? -  no tak jak może pamiętać jak był pijany.? Pokiwałam głową, na co on momentalnie zbladł. Chciał coś powiedzieć, ale weszła Dan. Podbiegła do mnie po czym mocno przytuliła. Płakałam jej w ramię. Spojrzałam w stronę Zayn'a. Siedział na kanapie i miał zakrytą twarz. Po cichu zapytałam Dan czy może nas na chwile zostawić. Dziewczyna poszła do kuchni. Zostaliśmy sami. Nie wiedziałam od czego zacząć.
- przepraszam. - wyszeptał.
- Zayn... - chciałam coś powiedzieć, ale przerwał.
- Marta ja tak cholernie przepraszam. - powiedział prosto w oczy i zaczął płakać tak samo jak ja niedawno. Powoli podeszłam do niego i usiadłam obok wycierając mu łze spływającą po policzku. Dan chyba wyszła do siebie, bo zrobiło się mega cicho. 
- ja nie chciałem.. Marta ja .. 
- cii spokojnie.. - chciałam go przytulić, ale coś mnie blokowało.
- skrzywdziłem osobę, która jest dla mnie najważniejsza.. - cały czas płakał na co i ja zaczęłam.
- Zayn spójrz na mnie. - odwrócił się w moją stronę pociągając nosem.
- co.? - wydukał przez łzy.
- dlaczego ty się tak zmieniłeś.? - zapytałam prosto z mostu, a później żałowałam swoich słów. 
- ja.... ja.... ja nie .. wiem. - spojrzał na mnie a w jego oczach nie było tych samych iskierek co kiedyś. Kiedyś były takie magicznie czekoladowe, a teraz był takie szare, pełne smutku i poczucia winy. 
- gdzie zniknął mój stary Zayn.? - powiedziałam po cichu patrząc na swoje nogi. Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Chciał coś odpowiedzieć, ale zamknął usta.
- przepraszam. - wyszeptał cichutko. Przekonałam się i go przytuliłam. Był skołowany, ale po chwili wtulił się we mnie, a ja w niego. 
- obiecaj mi, że wróci ten Zayn w którym się zakochałam.?
- obiecuję. 
- pamiętaj, że możesz na mnie liczyć i nie tylko. Masz Niall'a, Liam'a, Lou i Hazze. pamiętaj o tym. Chłopak mocniej mnie przyciągnął do siebie i zatopił się w moich włosach.
- przepraszam, że ci to zrobiłem.. - wypowiedział. - postaram się zmienić, na tego którego kochałaś.
- nadal kocham.
Odsunęłam się od niego po czym złożyłam pełen miłości pocałunek, który odwzajemnił.




Przepraszam. Masakryczny humor. ;c Wszystko się pieprzy. Proszę zostawiajcie komentarze bo chciałabym wiedzieć ile was mniej więcej to czyta ii chciałabym poprosić o zagłosowanie w ankiecie. Wam to zajmie zaledwie minute, a dla mnie to dużo znaczy. <33
Martu ;3

środa, 17 kwietnia 2013

Hazza.

17 kwietnie 2013 roku. Siostra, która jest rok starsza ode mnie czyli ma 19 lat, poprosiła mnie żebym poszła z jej synkiem -Nathanem- do szpitala na badania kontrolne. Mój dwuletni siostrzeniec, którego kocham taaak strasznie, bardzo mocno kocham. Wstałam o 11, wyczołgałam się z łóżka, podeszłam do szafy, z której wygrzebałam szorty i koszulkę supermana. Nałożyłam czystą bieliznę, świeżę ubrania i poszłam do łazienki. Włosy związałam w niedbałego koczka, a na twarz nałożyłam trochę pudru. Gotowa zeszłam na dół, zrobiłam sobie szybko śniadanie w postaci płatek na mleku. Zjadłam, założyłam trampki i wyszłam. Do domu Oli (moja siostra) mam niecałe 10 minut. Jak zawsze weszłam do niej bez pukania.
- hejj wszystkim. - krzyknęłam a za chwilę z kuchni wybiegł mój maluch.
- cioocia.!!!
Podbiegł a ja wzięłam go na ręce.
- jak tam bączku.? gdzie mama.?
- tam. - wskazał palcem na kuchnię, po czym tam poszliśmy.
- hej Oli.
- Cześć Lou, Nathan zejdź z cioci.
Postawiłam małego na ziemię po czym podeszłam do siostry.
- młody już gotowy.?
- tak. możesz go wziąć.
Cmoknęłam ją w policzek, wzięłam Nathana i wyszliśmy. Po 15 minutach doszliśmy na miejsce, weszliśmy do poczekalni i grzecznie czekaliśmy aż zawoła nas doktor.
- ciociaa..
- co się stało skarbie.? - posadziłam go sobie na kolanach twarzą do mnie.
- boję się... -  zrobił smutną minkę na co aż zakuło mnie w sercu.
- nie masz czego misiu. 
Mały się rozpłakał i wtulił we mnie. Uspokajałam go szepcąc mu do uszka, że nic się nie stanie.
-Nathan wszystko będzie dobrze, lekarz tylko zobaczy twoje nóżki. Nic ci nie zrobi. Już cichutko misiu. - zaczęłam kołysać małego żeby się troszkę uspokoił. Smutno mi jak on jest smutny. Próbowałam go uspokoić, gdy nagle na korytarz weszło 5 chłopaków. Rozsiedli się niedaleko nas, a jeden usiadł dwa krzesełka dalej od nas.
-Nathan proszę cię już nie płacz. Obiecuję doktor nic ci nie zrobi. - dlaczego on nie chce przestać płakać. Brunet w loczkach, który koło nas siedział posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam go tym samym. Za chwilę przysiadł się koło mnie.
- wszystko w porządku.? - zapytał posyłając ciepły uśmiech.
- wszystko w porządku, tylko nie mogę go uspokoić. - zielonooki spojrzał na mnie po czym na Natha. Zszedł z krzesła i podszedł do Natha, który się o mnie opierał i dalej płakał chociaż już mniej. Ukucnął koło niego i zaczął mówić.
- Cześć szkrabie, jak się nazywasz.?
- Naa-athan. - wyjąkał przez łzy.
- ja jestem Harry. Powiesz mi co się stało, że płaczesz.? - chłopak posłał małemu ciepły uśmiech po czym spojrzał na mnie.
- boję się... - wycedził.
- doktor nic ci nie zrobi, moge pokazać ci jak się robi takie badania takiem maluchu jak ty. 
- ciociuu mogę pójść z Harrym..?
- a nie będziesz smutny.?
- nie, jak pójdziesz ze mną. - powoli wstałam z krzesła i poszłam razem z Nathanem i Harrym do jego kolegów.
- to jest Lou, Niall, Liam i Zayn. - przedstawił po kolei.
- a ten mały brzdąc to Nathan i jego mama... - w tym momencie się wciełam.
- nie mama ciocia, jestem Lou. - zaczęliśmy się śmiać. Usiadłam koło Louisa i zobaczyłam jak Harry zabawia Natha. Mały się już uspokoił. Bili Nialla po kolanach na co wszyscy wybuchali śmiechem.
-Nathan Lemon proszony do gabinetu. - rozbrzmiało w głośnikach.
- Nath idziemy. - powiedziałam wstając z krzesła. Harry wyszptał mu coś na ucho, po czym przybili sobie tak zwaną "piątkę" i poszliśmy. 

~10 minut później~
- i co było się tak bać.? - powiedziałam zapinając małemu bluzę.
- nie, Harry miał rację. 
- to teraz idziemy skarbie.
- a mogę się pożegnać z Harrym.? - kiwnęłam głową na zgodę, po czym mały pobiegł do Hazzy i rzucił mu się na szyję. Chłopak wstał biorąc go na ręce i podchodząc do mnie.
- i co było tak źle.? - zapytał, na co mały zaprzeczył ruchem głowy.
Hazza postawił go na ziemi, po czym pożegnali się a loczek wstał i zaczął mówić.
- słuuchaj Lou może dasz się wyciągnąć na kawę.?
- pewnie tylko teraz muszę go zaprowadzić do domu.
- ciociaa a Harry może iść z nami.? 
- nie wiem misiu, zapytaj. - Harry się uśmiechnął i pokiwał głową, że idzie. 
Chciałam wziąć małego na ręce, ale o dziwo się nie zgodził. W takim razie złapałam go za rączkę, a on po chwili wyciągnął rękę w stronę Harrego.  Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, no co ja się uśmiechnęłam. Złapał go za rączkę i poszliśmy. 



~2 godziny później.~
- dziękuję ci za wspaniały dzień Harry.
- nie ma za co.
- ja już muszę iść, zaraz będzie padać.
- poczekaj, a dasz mi swój numer.?
Pokiwałam głową na znak zgody po czym podyktowałam mu ciąg cyferek, które zapisał w swoim iPhonie. 
- zobaczymy się jeszcze.?
- no pewnie.
- napiszę dzisiaj. - pokiwałam głową na znak że rozumiem. Chłopak chciał odejść, ale nagle zawrócił.
- zapomniałeś czegoś.?
- właściwie to tak. - spojrzał na mnie po czym na moje usta, schylił się i pocałował. Nagle zaczęło padać. Moje marzenie się spełniło - pocałunek w deszczu. Po chwili się odsunął.
- musiałem to zrobić.
- spełniłeś moje marzenie.
- tak.? a jakie.?
- pocałunek w deszczu. - uśmiechnął się i jeszcze raz pocałował. Po pocałunku oparł swoje czoło o moje i wyszeptał do ucha.
- widzisz co ze mną robisz.? - uśmiechnęłam się łobuzersko i pociągnęłam go w stronę domu, gdzie spędziliśmy przyjemny wieczór.





po 1. przepraszam, że tak późno, ale kłopoty z ręką, ogólnie stan się pogorszył. ;c
po 2. przepraszam, że Hazza znowu, ale nie mogłam się powstrzymać. ;D
po 3. polecam do czytania:   http://tlumaczenie-danger.blogspot.com/
co prawda nie o 1D, ale o Jb, ale baaardzo wciąga i jest mega ciekawe. Sama się zdziwiłam. Serdecznie polecam + zapraszam do głosowania w ankiecie. ;3

Martu. ;3

niedziela, 14 kwietnia 2013

Louis.

Piękny słoneczny dzień. Dzisiaj umówiłam się z przyjaciółką - Pauliną - na zdjęcia. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam szorty, białą koszulkę z napisem "superman is here" i bieliznę. Z gotowym zestawem poczlapałam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania, długie bo do pasa, blond włosy związałam w niedbałego koczka i nałożyłam na twarz trochę pudru. Nie lubię się malować, zazwyczaj nakładam tylko puder. nie maluję się bo uważam, że wyglądam w miarę dobrze i bez makijażu. Gotowa wyszłam z łazienki, wzięłam swoje okulary przeciwsłoneczne - pilotki - i aparat po czym założyłam czarno-czerwone vansy i wyszłam z domu wcześniej go zamykając. Paula czekała na mnie już przed domem. Przywitałyśmy się buziakiem w policzek i poszłyśmy w stronę parku. 
-Martuś stań tutaj proszę.
- po co.?
- mam pomysł na zdjęcie.- uśmiechnęłam się w jej stronę i stanęłam. Wysłuchałam Pauli jak mam się ustawić. Po chwili zobaczyłam śliczne zdjęcie.
(zdjęcie wyglądało mniej więcej tak tylko, że koszulka była z napisem i bez fajki.)
-Paulina to zdjęcie jest nieziemskie. - przytuliłyśmy się i poszłyśmy dalej.

~kilka godzin później~
Nareszcie w domu. Zdjęcia wyszły nieziemsko. Wstawiłam jedno na tt i napisałam: "wspaniale spędzony dzień z @paula_raven. Dziękuję za zdjęcia. ;*". odstawiłam laptopa na łóżko i poszłam do kuchni wziąć sobie coś do picia. Po paru minutach wróciłam do pokoju i wzięłam laptopa na kolana. Zobaczyłam 2 ciekawe wpisy pod moim zdjęciem. Pierwszy był od Pauli 
" @martuu-bitches nie ma za co misiu. Moja śliczna modeleczka. ", a drugi był od.... no nie wierzę.!!!!! Louis Tomlinson zobaczył moje zdjęcie.? 0-O i na dodatek skomentował.?
" uuu a ja tam byłem. ;p widziałem was dziewczyny. " Gałki mi z orbit wyszły. Za chwilę zadzwonił mój telefon, to Paula.
-czy ty kurwa widzisz to samo co ja.?!
-jeżeli chodzi ci o zdjęcie to tak.!!
-aaaa.!
-no nie wierze.
-odpisz mu coś.!
-ok poczekaj i przeczytaj. pap.
-narcia mała. - rozłączyłam się i wzięłam się za odpisywanie na komentarz. Ręce mi się tak trzęsły, że nie mogłam normalnie odpisać.
" ale że jak. ? ale że gdzie byłeś.? nie wierze nie .. "
Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa. Szok jak nie wiem co. Jakim cudem osoba, którą kocham bardziej niż siebie mnie widziała. Łzy szczęścia spłynęły po moich policzkach. Nie odpisał już nic. Weszłam na główną i zobaczyłam post od Lou.
" @martuu-bitches lepiej uwierz bo inaczej pogadamy haha ;). pss. @paula_raven niezłe zdjęcia, kiedy się na sesji widzimy.? " Nie mogłam uwierzyć w to co czytam. To niesamowite. Za chwilę Paula odpowiedziała na jego tweet w postaci komentarza. " aaa nie wiem nie wiem, zależy kiedy moja modelka @martuu-bitches będzie miała czas. ". Zaśmiałam się i odpisałam.
" no nie wiem nie wiem mam napięty grafik i pogadać z johnym bym musiała, no wiesz zapytaj mojej sekretarki o wizytówkę. hahahhaa." nie wierze, że jestem aż tak głupia. Chłopak chyba też miał z nas polewkę bo zaraz odpisał.
" @martuu-bitches i @paula_raven jesteście walnięte. pss. @martuu-bitches zobacz wiadomości prywatne ;) " wybuchłam smiechem i paula chyba zareagowała tak samo.
" Martuuuuś za 5 minut u ciebie będę. pss. Lou ona jest zajęta przez mnie więc mi jej tam nie bajeruj. haha . ;D ".  nie no nie wierze.
" debile, wszędzie debile. hahaha @martuu-bitches w pełni normalny człek pozdrawia." nie minęło pięć minut a Paula już siedziała obok mnie. 
-czytałaś to co ci na privie napisał.?
-nie jeszcze.
-to na co ty kurwa czekasz.? - wybuchnęłyśmy śmiechem i weszłysmy w moje wiadomości.
- no mów co napisał.!
- no więc "widziałem jak się śmiałyście, myślałem, że to przez tego ptaka, a jak robiłyście zdjęcia dołączyli się chłopcy, byli w niezłym szoku."
-Paulina co ja mam odpisać.? - dziewczyna udawała, że myśli a ja już zaczęłam pisać.
-" hahaha taak ten ptak wygrał. ;D pssss zdjęcia to dzięki Pauli, ja tylko stałam."
Paulina zaczęła czytac przez moje ramie. Louis odpisał od razu.
"ale za to w jaki sposób stałaś...xD mam pomysł.....^^" - uśmiechnęłam się do monitora. Paulina została na noc. Z lou gadałam chyba do 3 w nocy, poprosił o mój numer więc mu go dałam, przy okazji umówiliśmy sie na sesje w weekend.

~weekend, sesja na osiedlu Marty~
Siedziałam z Paulą jak na szpilkach. 
-Marta boję się.
-nie masz czego, damy radę.
-a za ile oni będą.?
-Lou napisał że już są. - Po chwili podjechał czarny bus, a z niego wyszli chłopcy. Przedstawiliśmy się tak jak na "normalnych" ludzi przystało i przeszliśmy do robienia zdjęć. Na początku robiliśmy wszyscy razem, wygłupialiśmy się i gadaliśmy o wszystkim. Paulina musiała iść zanieść aparat, więc na kilka minut zostałam z nimi sama.
-pracujesz w modelingu czy to tylko pasja.? - zapytał Niall. Stwierdzam, że z nim mi się rozmawia najlepiej.
-nie nawet nie uważam tego za pasję, po prostu tak wyszło. 
- a nie myślałaś nad tym.? - wtrącił Hazza. 
- szczerze to nie, jakoś mnie to nie interesuję.
- a co porabiasz w sensie uczysz się, pracujesz czy jak,? - zapytał Liam tym razem.
- w tym roku skończyłam szkołę, a co dalej to nie wiem. myślałam nad fryzjerstwem.
- a dlaczego akurat nad tym.?
- jestem po szkole fryzjerskiej więc chciałabym pracować jako fryzjerka.
- ej, a teraz gdzieś pracujesz,.? - zapytał zayn.
- nie w tej chwili nie.
- a szukasz pracy.? - mulat chyba się wkręcił w nasza konwersację.
- nie wiem jeszcze, jestem młoda chce sie wyszaleć. a właściwie to dlaczego pytasz.?
- boo wiesz nasza fryzjerka musiała nas zostawić iiii.
- nie nawet o tym nie myśl, ja się nie nadaję. 
Zaczęliśmy rozmawiać nawet nie zauważyłam smsa od pauli że nie może przyjść. Siedziałam z chłopakami na dworze, ale stwierdziliśmy że idziemy do domu bo jest zimno. ZAczęliśmy grać w butelkę. Było meega zaproponowałam zeby zostali na noc bo jest późno, na co się zgodzili. Oglądaliśmy horrory.... nie lubię takich filmów, nie sa dla mnie. Tuliłam się do poduszki.
- ej wszystko w porządku .? - szturchnął mnie Lou.
- tak jestem tylko zmęczona, ide już spać. - wstałam i zaczełam wyjaśniać chłopakom gdzie mogę spać. Lou poszedł ze mną na górę bo też chciał się już położyć. Weszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku. Szybko się przebrałam w piżamkę.
- to dobranoc.
- Louis...
- coś sie stało.?
- możesz ze mną zostać.? boję się sama po tym horrorze..
- no pewnie. - poklepałam miejsce koło siebie, na co chłopak szybko rozebrał się do bokserek i wskoczył pod kołdrę.
- nie bój się jestem tutaj. - powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
- i za to cie kocham ... - powiedziałam po cichu żeby nie słyszał.
- co mówiłaś.? 
- nie nic, dobranoc. - powiedziałam.
- dobranoc. - chłopak wyszeptał to wprost do mojego ucha i pocałował w ramię.  Przy nim nie miałam sie czego bać i zanim się obejrzałam zapadłam w głęboki sen. 




louis bo dawno go nie było. Nie wiem kiedy dodam kolejną część a Niall'em bo nie mam pomysłu. Dziękuję za komentarze oraz zapraszam do dalszego komentowania również anonimki iii zapraszam do głosowania w ankiecie. ;)
Martu ;3

piątek, 12 kwietnia 2013

Harry.

Piątek, 12 kwietnia 2013 rok. Kolejny zwykły dzień. Godzina 11.27 siedzę pod salą gimnastyczną i czekam na nauczycielkę żeby wręczyć jej zwolnienie. Po chwili kobieta podeszła do mnie, zamieniła ze mną parę słów i pozwoliła wyjść do domu. Poszłam, ale na 13.05 znowu musiałam stawić się w szkole na zajęciach wokalnych. Poszłam do domu, zostawiłam rzeczy, zrobiłam szybko obiad i wyszłam. Teraz się chyba zastanawiacie czemu ja zrobiłam obiad. No to mieszkam sama. Mam 18 lat, a rodzice w ramach prezentu na osiemnastkę kupili mi dom na przedmieściach Londynu. Spacerkiem poszłam w kierunku szkoły. Była ładna pogoda więc poszłam z kapcia, a nie autem. DO szkoły weszłam akurat równo z dzwonkiem. Poszłam pod sale 305 bo tam odbywały się zajęcia. Pani powitała mnie ciepłym uśmiechem i zaprosiła do sali. weszłam i jak zawsze zajęłam swoje miejsce czyli przed ostatnia ławkę pod oknem. Niestety za mną siedział mój były - Chad.(czyt. Czad). Powoli zajęłam swoje miejsce. Nauczycielka zaczęła mówić.
- dzisiaj chciałabym żeby każdy z was zaśpiewał mi z osobna.
- proszę pani, ale dlaczego.? - zapytałam bo zazwyczaj śpiewamy w chórku.
- organizuję apel i muszę wybrać główny głos i myślę, że to będziesz ty Jesy.
Cała klasa spojrzała na mnie. No tak według każdego mam niesamowity głos, ale mi się tak nie wydaje. Pani zaczęła wywoływać osoby po kolei według listy w dzienniku. Mam farta bo jestem ostatnia. Siedziałam i słuchałam jak śpiewają gdy nagle zobaczyłam kartkę koło siebie. 
"tęsknie za tobą Jess. xx" - po tym już wiedziałam, że to Chad.
"znowu zaczynasz.?" - odpisałam i położyłam karteczkę na jego biurku. Znowu coś napisał, ale tym razem nie przeczytałam. Zgniotłam kartkę i wywaliłam przez okno. Teraz miał iść Chad i zaśpiewać, a po nim ja. W trakcie jego występu, do klasy wszedł wysoki, o ciemnej karnacji, brunet. Musze przyznać, że od razu wpadł mi w oko. Porozmawiał chwilę z nauczycielką i zajął miejsce przede   mną. Chad zakończył już swój jakże żenujący pokaz i przyszła pora na mnie.
- Jesy twoja kolej. - podniosłam swój tyłek z krzesełka, a ten cham Chad mnie klepnął w dupę. Zagotowało się we mnie.
- czy ty możesz się ode mnie w końcu odczepić.?! - krzyknęłam. Wszyscy się spojrzeli w naszym kierunku. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do pani. Już chciała zacząć grać na pianinie, ale jej przeszkodziłam.
- proszę pani, ja dzisiaj zaśpiewam co innego.
- dobrze, a masz podkład.?
Kiwnęłam potwierdzająco głową, po czym podłączyłam swoją mp4. Po chwili zaczęłam śpiewać piosnkę Little Mix - turn your face.  Wczułam się w tą piosenkę. ostatnie słowa piosenki i koniec.
- Jess to ty będziesz śpiewać. - poinformowała mnie kobieta. Posłałam jej uśmiech.
- a może zaśpiewasz nam coś jeszcze.? - zapytała na co ja pokiwałam głową. Już nawet wiedziałam co.
Włączyłam piosenkę też Little Mix, ale tym razem wings. Ta piosenka jest boska. Zaczęłam śpiewać i tak jakby cała zła energie ze mnie wyszła. Po chwili zakończyłam. Cała klasa zaczęła bić brawa. Ja się zarumieniłam i wróciłam na swoje miejsce. Pani włączyła nam film, a sama zajęła się jakimiś papierami. Minęło może z pięć minut, a ja dostałam kartką. myślałam, że to znowu on, ale się myliłam. 
"powalasz na kolana. sąsiad z przodu. xx" - to ten fajny brunet. On na serio wydawał się być mega pod względem charakteru.
"nie sądzę, ale mimo wszystko dziękuję. ;)" - odpisałam i rzuciłam na jego biurko. 
"Zayn jestem. może dasz się wyciągnąć na kawę po zajęciach.?"
"Jessica, ale mówią na mnie Jesy lub po prostu Jess, w sumie czemu nie.?" - podałam mu kartkę i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam zabawny widok. jakiś koleś okładał marchewką blondyna, który chyba zabrał mu telefon. Zaśmiałam się. Po chwili znowu pojawiła się karteczka.
"to super, a mogą pójść z nami moi koledzy.?"
"jasne. to ci którzy są pod szkołą.?" 
Wyjrzał przez okno, a za chwilę strzelił facepalm'a. 
- czyli to jednak oni. - wychyliłam się i szepnęłam mu prosto do ucha. Chłopak sie odwrócił w moją stronę.
- to oni, ale są jeszcze dwaj.- powiedział i znowu się odwrócił. Stwierdzam jedno. On ma zajebiście seksowny głos. Zdzwonił dzwonek, co oznacza koniec lekcji. 
- kawa dalej aktualna.? - spytał i się uśmiechnął.
- no pewnie. - posłałam mu uśmiech i razem wyszliśmy z klasy, a później ze szkoły.
-Zayn tęskniłem,.! - krzyknął jakiś niebieskooki brunet i się na niego rzucił. Zaczęłam się śmiać. Chyba mnie zauważył.
- no wiesz.?! nie było mnie 5 minut a ty mnie zdradzasz.? - powiedział ten sam brunet. Jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać na co Zayn zareagował podobnie.
- to jest Jessica.
- ja jestem Louis milejdi.
- Jesy, jakże miło mi cię poznać milordzie. - chłopak zaczął się śmiać.\
- już cie lubię, to jest Liam, blondyn to Niall i ten ostatni to Harry.
- hej.
Zaczęliśmy sie przedstawiać i  poszliśmy w stronę centrum. Od razu załapaliśmy wspólne tematy, no może nie z Harry'm . Jakoś tak dziwnie sie z nim rozmawia. Po drodze opowiadaliśmy o sobie. Postanowiliśmy wejść do galerii na zakupy. Oczywiście jak na prawdziwa dziewczynę przystało musiałam odwiedzić każdy sklep. Własnie oglądałam sukienki, kiedy podszedł do mnie loczek. Jakoś nie załapaliśmy kontaktu.
- długo jeszcze tu będziemy siedzieć.?
- nikt ci nie każe z nami łazić. - odpowiedziała oschle i powróciłam do swojego zajęcia.
- ile można wybierać sukienkę.?
- jak ci coś nie pasuję, to nara.
- spierdalaj.
- co ty kurwa powiedziałeś.?!
- to co słyszałaś. - spojrzałam na niego z miną wtf.?.
- wiesz co.? chciałam dać ci szansę, ale jednak nie, bo dupkom się jej nie daje.- odwiesiłam sukienkę i wyszłam ze sklepu.
- Jessica poczekaj.! - krzyknął Zayn.
- co.? - spytałam podirytowana.
- co się stało.?
- porozmawiaj z Harry'm.
Odwróciłam się i wyszłam. Co za frajer no. Zepsuł mi tylko humor. Po 15 minutach byłam w domu. Poszłam do sypialni, przebrałam się w dresy i wróciłam do salonu, gdzie zaczęłam oglądać tv. Po chwili zaczął dzwonić mój telefon. To Zayn. No tak przecież wymieniliśmy się numerami.
-halo.?
-cześć tu Zayn, spotkamy się.?
-jakoś nie mam humoru.
-no weź, przez debila się nudzić będziesz.
- jak chcecie to wpadnijcie do mnie, zaraz wyśle ci adres.
-ok to papa.
-pa. - rozłączyłam się. W sumie to on ma rację. Wysłałam mu adres i czekałam na nich. Po jakoś 20 minutach usłyszałam dzwonek. Poszłam otworzyć.
-cześć. - powiedział Zayn i wszedł. Przywitałam się z nim buziakiem w policzek, tak jak z prawie każdym oprócz Harrego. na niego nawet nie spojrzałam. 
-chcecie coś do picia.?
-wody jeśli można. - odpowiedział Niall.
-jasne. - posłałam mu uśmiech.
-pomogę ci. - Lou podniósł swoje cztery liery z sofy i poszedł ze mną do kuchni. Wyciągnęłam szklanki i zaczęłam nalewać do każdej wody. 
-Jess przepraszam cię za Hazze.
-przecież to nie twoja wina, on powinien przeprosić.
-on jest tak głupi że tego nie zrobi. - zaczęłam się śmiać na co Lou sie ślicznie uśmiechnął. Wzięliśmy szklanki i wróciliśmy do salonu.Postawiliśmy wodę na stoliku i usiedliśmy. Lou wybrał fotel, a ja zmuszona byłam usiąść pomiędzy Hazzą a Zayn'em.
- co robimy chłopaki,?
- jessica możemy pogadać.? - nagle wypalił Hazz.
- yy no dobra, ale chodź na górę. - Wstaliśmy i poszliśmy do pokoju gościnnego na górze.
- co chcesz.?
-chciałem cie ... no ten.. przeprosić. Nie powinienem się tak odzywać.
-też przepraszam za nazwanie cie dupkiem.
-zasłużyłem na to. Zgoda.? - wyciągnął rękę co ja zignorowałam i sie w niego wtuliłam. Chłopak odwzajemnił uścisk i chwilę tak staliśmy,
- czyli zgoda.?
- tak. - uśmiechnęłam się do niego i zeszliśmy na dół.
usiedliśmy na kanapie. oparłam się o Zayn'a i myślałam. nagle krzyknęłam głośno:
-mam.!
- co masz .? - zapytał Liam.
-obejrzyjmy jakiś film. 
Zayn wstał i poszedł coś wybrać a ja i Hazza poszliśmy do kuchni zrobić coś do jedzenia. Hazza wyciągnął miskę i zaczęliśmy przygotowywać popcorn' ale żeby go wyjąć musiałam najpierw wyjąć mąkę a ja i mąka to złe połączenie. Hazza wstawił popcorn do mikrofali. Wpadłam na pomysł żeby trochę mu poprzeszkadzać. Wzięłam trochę maki i w niego wycelowałam. Jest dostał.
Wybuchnęłam śmiechem. 
- osz ty.! - sięgnął po mąkę a ja w tym czasie uciekłam drąc się w niebo głosy. Dostałam. Odwdzięczyłam się i ochlapałam go trochę wodą. uciekłam na ogród ale to był zły pomysł... basen... hazza mnie złapał i zaczął iść w jego stronę.
- nie Harry proszę. .!!! Hazzuś proszę.
- a co za to dostane.
- nic. - to była zła odpowiedź bo wylądowałam w wodzie, ale nie sama. hazz wleciał ze mną. Zaczęliśmy się śmiać i wgl, a w pewnej chwili się odwróciłam i jego twarz była niebezpiecznie blisko. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Spojrzałam na jego usta a po chwili je poczułam. Stwierdzam, że to był jeden z najlepszych pocałunków w moim życiu.



~5 lat później~
- i to tak poznałam twojego tatusia Darcy.
- mamo a kiedy tata wróci.?
- juz nie długo skarbie. teraz idź spać.
hazz miał być już 3 godziny temu, ale oczywiście go nie ma. Nie wiem co się dzieję. Poczekałam az mała zasnęła i zeszłam na dół. W salonie czekał pieknie przygotowany stół. Nawet nie słyszałam jak wszedł do domu. 
- Jess kocham cię.
- ja ciebie też Harry i to sie nigdy nie zmini. - pocałowałam go i zasiedliśmy do stołu. Mam wspaniałe dziecko, cudownego męża i nieziemskich przyjaciół.? Czego chcieć więcej.? ;)

Naszło mnie na tego imagina i musiałam dac hazze bo nikogo innego sobie w nim nie wyobrażałam. Teraz coś ode mnie. Powiem Wam szczerze, że cholernie się załamałam. Wszystko sie wali między innymi blog, chodzi o komentarze, ale posłuchałam pewnej bardzo zajebistej dziewczyny, która ma nick "nie warta". 
Dziękuję za to co powiedziałaś i masz racje. Nie zawieszam bloga, a o komentarze się nie martwię, kiedyś przyjdzie na to pora. Dziękuję Ci i chciałabym zadedykowac tego imagina Tobie. Mam nadzieję, że ci się spodoba. <3 
pozdrawiam,
Martu ;3   
(tak się będę teraz podpisywać.)