- hejj wszystkim. - krzyknęłam a za chwilę z kuchni wybiegł mój maluch.
- cioocia.!!!
Podbiegł a ja wzięłam go na ręce.
- jak tam bączku.? gdzie mama.?
- tam. - wskazał palcem na kuchnię, po czym tam poszliśmy.
- hej Oli.
- Cześć Lou, Nathan zejdź z cioci.
Postawiłam małego na ziemię po czym podeszłam do siostry.
- młody już gotowy.?
- tak. możesz go wziąć.
Cmoknęłam ją w policzek, wzięłam Nathana i wyszliśmy. Po 15 minutach doszliśmy na miejsce, weszliśmy do poczekalni i grzecznie czekaliśmy aż zawoła nas doktor.
- ciociaa..
- co się stało skarbie.? - posadziłam go sobie na kolanach twarzą do mnie.
- boję się... - zrobił smutną minkę na co aż zakuło mnie w sercu.
- nie masz czego misiu.
Mały się rozpłakał i wtulił we mnie. Uspokajałam go szepcąc mu do uszka, że nic się nie stanie.
-Nathan wszystko będzie dobrze, lekarz tylko zobaczy twoje nóżki. Nic ci nie zrobi. Już cichutko misiu. - zaczęłam kołysać małego żeby się troszkę uspokoił. Smutno mi jak on jest smutny. Próbowałam go uspokoić, gdy nagle na korytarz weszło 5 chłopaków. Rozsiedli się niedaleko nas, a jeden usiadł dwa krzesełka dalej od nas.
-Nathan proszę cię już nie płacz. Obiecuję doktor nic ci nie zrobi. - dlaczego on nie chce przestać płakać. Brunet w loczkach, który koło nas siedział posłał mi uśmiech. Odwzajemniłam go tym samym. Za chwilę przysiadł się koło mnie.
- wszystko w porządku.? - zapytał posyłając ciepły uśmiech.
- wszystko w porządku, tylko nie mogę go uspokoić. - zielonooki spojrzał na mnie po czym na Natha. Zszedł z krzesła i podszedł do Natha, który się o mnie opierał i dalej płakał chociaż już mniej. Ukucnął koło niego i zaczął mówić.
- Cześć szkrabie, jak się nazywasz.?
- Naa-athan. - wyjąkał przez łzy.
- ja jestem Harry. Powiesz mi co się stało, że płaczesz.? - chłopak posłał małemu ciepły uśmiech po czym spojrzał na mnie.
- boję się... - wycedził.
- doktor nic ci nie zrobi, moge pokazać ci jak się robi takie badania takiem maluchu jak ty.
- ciociuu mogę pójść z Harrym..?
- a nie będziesz smutny.?
- nie, jak pójdziesz ze mną. - powoli wstałam z krzesła i poszłam razem z Nathanem i Harrym do jego kolegów.
- to jest Lou, Niall, Liam i Zayn. - przedstawił po kolei.
- a ten mały brzdąc to Nathan i jego mama... - w tym momencie się wciełam.
- nie mama ciocia, jestem Lou. - zaczęliśmy się śmiać. Usiadłam koło Louisa i zobaczyłam jak Harry zabawia Natha. Mały się już uspokoił. Bili Nialla po kolanach na co wszyscy wybuchali śmiechem.
-Nathan Lemon proszony do gabinetu. - rozbrzmiało w głośnikach.
- Nath idziemy. - powiedziałam wstając z krzesła. Harry wyszptał mu coś na ucho, po czym przybili sobie tak zwaną "piątkę" i poszliśmy.
~10 minut później~
- i co było się tak bać.? - powiedziałam zapinając małemu bluzę.
- nie, Harry miał rację.
- to teraz idziemy skarbie.
- a mogę się pożegnać z Harrym.? - kiwnęłam głową na zgodę, po czym mały pobiegł do Hazzy i rzucił mu się na szyję. Chłopak wstał biorąc go na ręce i podchodząc do mnie.
- i co było tak źle.? - zapytał, na co mały zaprzeczył ruchem głowy.
Hazza postawił go na ziemi, po czym pożegnali się a loczek wstał i zaczął mówić.
- słuuchaj Lou może dasz się wyciągnąć na kawę.?
- pewnie tylko teraz muszę go zaprowadzić do domu.
- ciociaa a Harry może iść z nami.?
- nie wiem misiu, zapytaj. - Harry się uśmiechnął i pokiwał głową, że idzie.
Chciałam wziąć małego na ręce, ale o dziwo się nie zgodził. W takim razie złapałam go za rączkę, a on po chwili wyciągnął rękę w stronę Harrego. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, no co ja się uśmiechnęłam. Złapał go za rączkę i poszliśmy.
~2 godziny później.~
- dziękuję ci za wspaniały dzień Harry.
- nie ma za co.
- ja już muszę iść, zaraz będzie padać.
- poczekaj, a dasz mi swój numer.?
Pokiwałam głową na znak zgody po czym podyktowałam mu ciąg cyferek, które zapisał w swoim iPhonie.
- zobaczymy się jeszcze.?
- no pewnie.
- napiszę dzisiaj. - pokiwałam głową na znak że rozumiem. Chłopak chciał odejść, ale nagle zawrócił.
- zapomniałeś czegoś.?
- właściwie to tak. - spojrzał na mnie po czym na moje usta, schylił się i pocałował. Nagle zaczęło padać. Moje marzenie się spełniło - pocałunek w deszczu. Po chwili się odsunął.
- musiałem to zrobić.
- spełniłeś moje marzenie.
- tak.? a jakie.?
- pocałunek w deszczu. - uśmiechnął się i jeszcze raz pocałował. Po pocałunku oparł swoje czoło o moje i wyszeptał do ucha.
- widzisz co ze mną robisz.? - uśmiechnęłam się łobuzersko i pociągnęłam go w stronę domu, gdzie spędziliśmy przyjemny wieczór.
po 1. przepraszam, że tak późno, ale kłopoty z ręką, ogólnie stan się pogorszył. ;c
po 2. przepraszam, że Hazza znowu, ale nie mogłam się powstrzymać. ;D
po 3. polecam do czytania: http://tlumaczenie-danger.blogspot.com/
co prawda nie o 1D, ale o Jb, ale baaardzo wciąga i jest mega ciekawe. Sama się zdziwiłam. Serdecznie polecam + zapraszam do głosowania w ankiecie. ;3
Martu. ;3

o jejku, wzruszyłam się :)
OdpowiedzUsuń