sobota, 5 stycznia 2013

Louis.

Mieszkam w Doncaster odkąd pamiętam. Niestety moje dzieciństwo było bardzo trudne. Ojciec zostawił mnie gdy miałam 3 latka, a matka popadła w alkoholizm. Jedyną osobą, która mi pomagała był mój przyjaciel Louis. Niestety nasza znajomość podupadła, gdy Lou poszedł do x-factor'a. Wyjechał do Londynu i mnie zostawił. Dzwoniliśmy do siebie. Tak jak i tego dnia... Po za tym to nazywam się Karolajn i mam 19 lat, pracuję jako kelnerka w barze. 
Wróciłam po pracy, do domu i jak zawsze zobaczyłam pijaną matkę. Standard. Poszłam do siebie. Po jakiś 40 minutach usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju. 
K:Proszę.
M:Gdzie byłaś ? Znowu się puszczałaś ? Jesteś dziwką.
K:Coo?! O czym ty mówisz.? Dobrze wiesz, że byłam w pracy. Gdyby nie ja, pewnie mieszkały byśmy pod mostem. Odstaw ten cholerny alkohol to może sobie przypomnisz.!! Chociaż wątpię, jesteś pijaczką i nic ci nie pomoże. - Nie raz się tak kłóciłyśmy, ale dzisiaj już wybuchłam. Wygarnęłam jej to co od zawsze leżało mi na sercu. 
M:Jak śmiesz tak do mnie mówić. Odszczekaj to kurwo jedna.!
Po tych słowach uderzyła mnie w twarz. Wyrzuciłam ją z pokoju i zaczęłam płakać. Nagle usłyszałam swój telefon...
K:No tak, jak zawsze Lou musiał wybrać wspaniały moment ... - powiedziałam pod nosem. 
rozmowa:
L:Hej. Co tam u Ciebie ? Opowiadaj.
K:Cześć.. a jakoś...
L:Ej Kajl ty płakałaś. - zawsze nazywał mnie "Kajl", bo jak on to powiedział "nie chce mi się wymawiać twojego imienia całego, więc od dzisiaj jesteś Kajl"
K:Nie. nie płakała. Jestem padnięta... - skłamała, chociaż było mi z tym źle.
L:Ej no kurde, przecież słyszę..! Co się dzieje ?!
K:Matka...
L:Boże. Siedź w domu, jadę po ciebie.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo się rozłączył. Poszłam do łazienki ogarnąć się. Nawet makijaż nie przykrył tego sińca na policzku... 
~2 godziny później~
Usłyszałam auto. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Louis'a. Zawołałam go pod balkon, bo matka penie nie wypuściłaby mnie z domu. Podałam mu plecak i wyszłam przez okno, na szczęście nie było wysoko. Po 5 minutach stałam koło niego. 
L:Boże, co ona ci zrobiła.. - zobaczył siniaka i mnie przytulił.
K:Lou czy ja mogę dzisiaj u was zostać ?
L:No pewnie. Nie zostawię cie tutaj. Chłopcy powiedzieli, że możesz z nami nawet zamieszkać.
K:To bardzo miłe z waszej strony dziękuje. 
Jechaliśmy w ciszy. Dwie godziny później, dojechaliśmy pod dom. Wyszliśmy z auta i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Weszliśmy od razu do salonu, gdzie pozostała czwórka zwróciła wzrok w naszym kierunku.
N:Jezu, mała co ci się stało ?! - Niall podbiegł do mnie i przytulił. potrzebowałam tego. Rozpłakałam się jeszcze bardziej.
K:Ja idę się wykąpać. Louis wam powie...
Poszłam do pokoju pasiastego, zostawiłam rzeczy i poszłam do wc. Wykąpałam się, przebrałam i zeszłam na dół. Po zejściu rzucili się na mnie i przytulili. Zawsze wiedzieli kiedy tego potrzebuję. 
H: Stwierdziliśmy, że zostaniesz z nami, bo tak oraz nie ma żadnych "ale", itp.
K: Jeeejuu. kocham was. Dziękuję. 
Walnęliśmy się na kanapę i zaczęliśmy oglądać filmy. Nim się obejrzałam, zasnęłam na ramieniu marchewy. <czyt. Lou>
Gdy się obudziła, pierwsze co to przetarłam oczy. Zapomniałam o siniaku i jak przejechałam ręką, pisnęłam z bólu.  Kapnęłam się, że obudziłam się w pokoju... Dziwne, bo zasnęłam na kanapie.. Mniejsza o to.. 
Gdy zeszłam na dół, wszyscy już byli.
Li:Jak się spało naszej księżniczce ?
K:A bardzo dobrze, księciuniu. 
Zaczęliśmy się śmiać. Lou powiedział, że dzisiaj jedziemy na zakupy... Reakcja moja i Malika bezcenna.
KiZ: ZAKUPY /?!! OOO taaak. 
Wybuchnęliśmy śmiechem i poszliśmy się szykować. Po 30 minutach pojechaliśmy. W centrum było baardzo fajnie. Wróciliśmy padnięci. 
Lou: Kajl dzisiaj cie porywam. 
K:taaak ? A gdzie mnie porywasz ?
Lou: aa to niespodzianka.
Poszłam się przebrać. Gdy byłam gotowa, zeszłam na dół. Wzięłam Lou "pod rękę" i wyszliśmy. Po drodze wygłupialiśmy się jak dzieci. Usiedliśmy pod ogromnym drzewem.
L:Wiesz, że jak coś to możesz mi wszystko powiedzieć.. no nie ?
K:Taak wiem i za to cie lubię. Jesteś prawdziwym przyjacielem. Zawsze starasz się mi pomóc, mimo że masz własne problemy. Zawsze gdy cię potrzebuję jesteś obok. Dziękuje.
L:Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza. Przez zespół trochę się to posypało, ale teraz postaram się to naprawić. Lubie cie, a nawet chyba bardziej...
K:To znaczy, że ...
L:Chyba tak.. - powiedział i się tak słodziutko zaczerwienił.
Zbliżył się do mnie. nasze oddechy były nierówne, usta dzieliły milimetry... ii stało się. Zatonęliśmy w pocałunku. To było najlepsze co mnie spotkało w moim życiu. Gdy przestaliśmy się całować, Louis powiedział:
L:kocham cię.
K:ja ciebie też.
Do domu wróciliśmy jako para. Gdy chłopcy się dowiedzieli, zaczęli nam gratulować i się cieszyć. 
H:Lou to znaczy, że z nami koniec ?!
L:niestety tak .. 
K:Hazzuś nie martw się, będziesz go miał w trasie. Podzielimy się.
Zaczęliśmy się śmiać. Dzięki nim mam prawdziwą rodzinę. Bardzo się z nimi zżyłam.  Kocham ich jak braci. A nawet lepiej. Dzisiaj dowiedziałam się, że jestem w 4 tygodniu ciąży. Ciekawe jak zareaguje Lou gdy się dowie, że zostanie tatusiem. Kocham tego czubka. 


No to mamy kolejnego imagina. Mam nadzieję, że się podobają chociaż trochę. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
Przepraszam za błędy. <3<3 Dzisiaj może pojawić się też Zayn, ale raczej wieczorem. <3





2 komentarze:

  1. Hej, nominowałam Cię do nagrody Liebster Award :)
    http://nobody-compares-to-you-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń