Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale jakoś nie miałam pomysłu. Sorki i zapraszam do czytania.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Styles'a. Był ubrany na luzie, tak jak ja.
H:gotowa ?
J:oczywiście.
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Szliśmy przez park trzymając się za ręce. Było bardzo fajnie. Poznaliśmy się bardziej. Ten chłopak jest baardzo zajebisty. Koło 20 skierowaliśmy się do domu chłopaków. Po drodze ustaliłam z Hazzą, że dzisiaj zostaje u nich na noc. Oczywiście w połowie drogi odechciało mi się iść i usiadłam na środku alejki w parku. Harry spojrzał na mnie jak na idiotkę.
H:cooo ty robisz ? - zapytał i zaczął się śmiać.
J:no co.. zmęczona jestem.
po chwili dosiadł się do mnie i zaczął łaskotać. Tak więc łaskotał mnie na środku alejki. Dobrze, że było w miare mało ludzi. Po 15 minutach wygłupów podnieśliśmy się. Hazz wziął mnie na ręce. Właściwie to przerzucił mnie przez ramię, jak lalkę.
J:Harry puść mnie.!!!
H:Przecież mówiłaś, że jesteś zmęczona.
J:jestem, ale chodzić jeszcze umiem.
H:Dzisiaj sobie odpoczniesz.
Ten ciołek za nic nie chciał mnie puścić, tak więc poddałam się. Po 5 minutach zaczęło mi się nudzić, więc uszczypnęłam go w tyłek.
H:ałaa, za co to ?
J:mówił ci ktoś, że masz sexi tyłek ?
H:tak. Lou mi to co chwile powtarza.
J:No widzisz, to ja też zaczne.
Po tych słowach znowu go uszczypnęłam.
H:mała, przestań.
J:No, ale twój tyłeczek jest tak sexowny, że nie moge się opanować. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
Dotarliśmy pod dom, a on dalej nie chce mnie puścić.
Weszliśmy do domu. W salonie siedziała reszta.
Odwrócili się w naszą stronę i stali z minami typu "wtf".
J:Cześć chłopaki. - pomachałam im z nad tyłka Harrego. Zaczęli się śmiać, ja z resztą też. Posadził mnie na kanapie i przytulił. Pocałowałam go w policzek i położyłam głowę na jego ramieniu. Hazz uparł się, że oglądamy titanica. Mega nudny film. W połowie zasnęłam.
~następny dzień, godzina 11~
Obudziłam się w łóżku loczka, sama. Wstałam i skierowałąm się do toalety. Odbyłam poranną toaletę i skierowałam się na schody. Gdy byłam na przedostatnim schodku, usłyszałam rozmowę chłopaków na mój temat.
N:Co o niej myślicie ?
Li:no jak to co. Hazz znalazł sobie fajną dziewczynę.
Z:mi się wydaje jakaś taka ździrowata..
H:nie wiem co mam o niej, o tym myśleć...
Po tych słowach mnie wmurowało. Pobiegłam na górę, po swoje rzeczy i wybiegłam trzaskając drzwiami. Słyszałam jak Harry mnie woła.
H:Kim zaczekaj.!!!!
J:Pierdol się.!!
H:sam nie umiem.!
krzyknął i myślał, że jest fajny.
J:Niech ci Zayn pomoże,.!! podobno jest w tym dobry.!!!!
Coś tam jeszcze krzyczał, ale nie rozumiałam. Poczułam się jak ostatnia kretynka.
Pobiegłam do domu. Weszłam i poszłam do swojego pokoju, przy okazji go zamykając.
~tydzień później~
Nie wiedziałam się z chłopakami od tamtego dnia. Cały czas siedziałam u siebie w pokoju. Byłam w chuj załamana. Od tamtej pory też dowiedziałam się jednej rzeczy.... A mianowicie, że zostane matką.. Musiałam mu o tym powiedzieć. Przychodził codziennie i prosił, żebym mu wybaczyła... zawsze zamykałam mu drzwi przed nosem, dzisiaj wyjątkowo go wpuściłam..
H:Kim chciałem cie baardzo przeprosić.
J:Zamknij się i słuchaj, bo dwa razu mówić nie będę.
H:co się stało ?
Bałam się jak cholera, nie wiedziałam jak zareaguje, nie wiedziałam czy mam mu to powiedzieć, ale wypadałoby.
J:No bo ..... Ja no .... ten ...
H:no mów.!
J:Kurwa jestem w ciąży.!! Zostaniesz ojcem...
H:Chyba sobie jaja ze mnie robisz .!!
J:Kurwa nie rozumiesz czegoś.?!
H:pewnie się puściłaś, a teraz mi wmawiasz, że to moje dziecko.!
J:Jak śmiesz w ogóle tak mówić.! Wypierdalaj stąd.!!
Wypchnęłam go i zatrzasnęłam drzwi. Zjechałam po nich i zaczęłam płakać.
~9 miesięcy później~
Przez całą ciąże nie miałam kontaktu z Hazzą. Wczoraj urodziłam ślicznego chłopca, któremu dałam na imię Liam. Nazwałam go tak, ponieważ tylko Li tak na prawdę się mną przejmował. Dzwonił do mnie i pytał czy wszystko ok. Podczas porodu wszystko poszło dobrze. Prawdopodobnie pojutrze będziemy już wolne.
~5 miesięcy później~
Odkąd wyszłam ze szpitala bardzo dorosłam. Mały o dziwo pozwala mi spać w nocy. Było ciepło, a mi się nudziło, mama powiedziała mi, że mogę spróbować wyjść z maluchem na dwór. no więc ubrałam go, a później siebie. Szłam z wózkiem przez park, usiadłam na ławce. Po chwili mały zaczął płakać.
J:No już maluchu.. ciichutko. ciii. - mówiłam do Liasia, ale nie chciał się uspokoić.
Po chwili usłyszałam za sobą męski głos.
Ch:mogę ?
Odwróciłam się i kogo zobaczyłam. ? Liam'a,ale tego dużego. xd.
J:Boże, jak ja ci dawno nie widziałam.
Li wziął małego na ręce i zaczął kołysać.
Li:Wiesz, jesteś bardzo podobny do tatusia, ale charakter to raczej powinieneś mieć mamusi.
Gdy to powiedział, uśmiechnęłam się.
J:Może się przejdziemy ?
Li:No pewnie.
Li wsadził małego Li do wózka i poszliśmy.
J: ty wgl nie wiesz jak mały się nazywa.
Li:no fakt nie wiem.
J:Liam.
Li:coo ?
J:mały... nazywa się Liam.
Li:na prawdę ?
J:tak. Po wujku . '
Przytuliłam go i poszliśmy dalej. Było fajnie, aż w pewnym momencie musieliśmy spotkać Harrego...
tak wiem, wyszedł kijowy, ale nie mam weny ostatnio. przepraszam.
Jesteś=komentujesz. prosze chociaż te 3 komy. <3
Ale spoko ; )
OdpowiedzUsuńPisz dalej !
Fajny ;) neext xD
OdpowiedzUsuń