piątek, 11 stycznia 2013

Harry. cz.1

Sory, że nie napisałam wczoraj, ale musiałam się na biologie uczyć żeby mieć 3 na półrocze... ;/. Przepraszam i zapraszam do czytania. 




Wyszłam z domu około 11 i poszłam do studia mojej mamy. Jest ona choreografką, więc poszłam do niej na swoją ulubioną sale. Jako, że byłą sobota, mama nie miała dzisiaj zajęć. Ubrana w swoje ulubione dresy, czarną bokserkę i full cap'a z nutkami weszłam szybko na sale. podłączyłam telefon pod wieże i włączyłam piosenkę do mojego układy. Z głośników wybiegły pierwsze słowa piosenki Ciara-like a boy. Zaczęłam tańczyć. Po wykonaniu swojego tańca, padłam zmęczona na parkiet. Usłyszałam klaskanie. Wstałam i odwróciłam się. Zobaczyłam 5 chłopaków. Gdzieś tak w moim wieku, czyli około 18 - 19 lat. Spojrzałam na nich z miną typu " WtF ?!O.o ". Chłopak, brunet, trochę umięśniony, śliczne, brązowe oczy - zaczął coś do mnie mówić.
Li:Wooow. jesteś niesamowita. 
J:Dzięki. a wgl jak tu weszliście ?
Li:Drzwi były otwarte i grała muzyka, więc postanowiliśmy wejść.
Nastała cisza. Po chwili odezwał się mega przystojny, z baaardzo ślicznym uśmiechem chłopak, jego loczki mnie rozbroiły.
H:Możesz nam coś jeszcze pokazać ?
J:nie wiem... 
H:oj prosimy.!!
Wszyscy zrobili miny typu kotka ze shrek'a. Zgodziłam się. Włączyłam piosenkę Tinie Tempah -written in the stars. Zaczęłam tańczyć. Ruchy wymyślałam od razu. Nie miałam gotowego układu. Gdy skończyłam tańczyć mulat zaczął mówić.
Z:jesteś niesamowita i to bardzo.!! masz talent.
j:dzięki, ale ja musze już iść, bo jest już trochę późno. 
Z:to chociaż zgódź się żebyśmy cie odprowadzili.
J:ale my nawet się nie znamy...
Z:no więc od lewej. Niall, Harry, Louis, Liam, a ja jestem Zayn.
J:miło mi. ja jestem Kim. 
H:to jak możemy iść z tobą ?
J:jak chcecie..
tak więc w 6 szliśmy w kierunku mojego domu. 
J:jestem wykończona...
powiedziałam do siebie...
N:co mówiłaś ?
J:aa nie nic. głośno myślę.
N:bardzo jesteś zmęczona ?
J:marze o kąpieli i łóżku.
po tych słowach Niall wziął mnie "na barana". Zaczęłam go lekko bić, żeby mnie puścił, ale on się uparł. Poszliśmy, właściwie to mnie zaniesiono, do parku. usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy gadać. Rozmawialiśmy o wszystkim. Nim się obejrzałam było po 19. 
J:Ej chłopaki ja musze sie już zwijać. 
Lou:No co ty ? tak szybko ?
J:chłopaki ja padam na twarz.
Z:Daleko stąd mieszkasz ?
J:no jakieś 15 - 20 minut z buta.
H:no to dzisiaj idziesz do nas. 
J;COOO ?!
H:0o idziesz do nas. my mieszkamy zaraz za rogiem. 
J:no chyba cię pogrzało kolego... 
Znowu wzieli mnie na ręce. Tym razem Hazz. Poczułam coś do tego chłopaka. Jego zabójczy uśmiech, baaaaardzo, ale to baaaardzo śliczne oczy i te loczki, które dodają mu uroku. Po jakiś 5 minutach byliśmy pod ich domem. Napisałam mamie sms, że wrócę późno i żeby się nie martwiła. Harry zaniósł mnie do salonu. Usiadłam na kanapie. Po chwili dosiadła się reszta. Siedzieliśmy tak i oglądaliśmy bajki. Okazało się, że Liam uwielbia Toy story.! Ja też. Wiec ja i Li zaczęliśmy się kłócić z cłopakami, że chcemy to oglądać. Wygraliśmy. Po obejrzeniu filmu spojrzałam na telefon. Godzina 23...
J:No pięknie, mama mnie zabije...
Nie zdając sobie sprawy z tego co robie, powiedziałam to na głos.
H:Dlaczego mama ma cie zabić ?
J:BO jest późno, a ja mam wracać do domu sama. 
H:Zostajesz dzisiaj z nami. Jutro odwioze cie do domu.
J:no chyba żartujesz. ide do domu.
H:nigdzie nie idziesz. - powiedział to i zastawił mi drzwi sobą. 
J:No dobra niech wam będzie. 
Wróciliśmy do salonu. Siedzieliśmy chyba do 1 w nocy i gadaliśmy. siedziałam koło Harrego i Zayn'a. jakoś 1.30 zasnełam na ramieniu Harrego. Obudziłam się i walnęłam w coś twardego ręką. Odwróciłam się i zobaczyłam Hazze, który śpi koło mnie na kanapie, a reszta śpi na podłodze. W pierwszej chwili wystraszyłam się, troche krzyknęłam i spadłam z kanapy na Niall'a. Wybuchnęliśmy śmiechem, budząc reszte. Liam poszedł zrobić śniadanie. Po zjedzeniu posiłku, stwierdziłam, że musze już iść. Harry tak jak powiedział wczoraj, uparł się i poszedł ze mną. Po drodze zachowywaliśmy się jak małe dzieci. W pewnej chwili Harry złapał mnie za ręke. Nie miałam nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Spodobał mi się i to baardzo, więc zrobiło mi się bardzo fajnie. Po 30 minutach doszliśmy pod mój dom. Przytuliłam się do niego i nie mogłam odkleić. 
H:dzięki mała, za fajny wieczór.
J:nie mów do mnie mała... i nie ma za co .
H:a jak mam mówić ?
J:a jak chcesz ?
H:może być kochanie ?
J:może być. 
W penej chwili Hazza zaczął się do mnie zblirzać. POcałowaliśmy się.. Stwierdzam, że to był najlepszy pocałunek mojego życia.
H:to znaczy, że ...
J:chyba tak. 
H;kiedy się zobaczymy ?
J:a kiedy chcesz ?
znowu mnie pocałował. umówiliśmy się, że przyjedzie po mnie o 18. Na odchodne rzucił kocham cię. odpowiedziałam to samo. Weszłam do domu i zaczęłam się szykować. Równo o 18 zadzwonił dzwonek do drzwi. nie mogłam uwierzyć własnym oczom.... 




Tak wiem zjebałam sprawe, przepraszam was bardzo. To będzie chyba w kilku częściach, ale nie wiem czy opłaca się pisać, bo mało komentujecie, z czego jest mi bardzo przykro. Postaram się dodać jutro 2 część. <3 Przepraszam za błędy. <3

2 komentarze: