niedziela, 3 marca 2013

Harry.

Przepraszam, po pierwsze, że nie dodałam nic wczoraj, ale zrobiłam sobie dzień "wolny" i po drugie przepraszam, że znowu Harry, ale nie umiałam sobie nikogo innego wyobrazić w tym imaginie. ;)


Są wakacje, jestem u swojego kuzyna Louis'a razem ze swoją przyjaciółką Lili w Londynie i na dodatek jestem chora. Weź jeszcze znoś tych 5 debili w jednym domu.. oo masakra. Leże z bolącą głową i gorączką, a oni jeszcze mi się drą piętro niżej.. w tym momencie ich nienawidzę..Jeszcze Lili musiała pojechać do domu bo babcia bidulce zmarła. Ja za chwilę chyba też zemre. Upał na dworze, a ja chora.. ;( nie fajnie.. zdecydowanie nie fajnie. 
L: jak się czujesz mycha .?
J: Lou nie mów tak do mnie. - powiedziałam ledwo słyszalnie iż bolało mnie wszystko. - a czuje się nie zbyt dobrze.
L: kurde .. może pojedziemy do lekarza ?
J: wiesz chyba tak bo mam dość. 
L: to zbieraj się i pojedziemy. 
J: człowieku nie mam siły się ruszyć, a co dopiero przebrać.
L: chodź pomogę ci.
J: dziękuję mój ulubiony kuzynku.
L: debilka.
J: też cię kocham.
Marchewka pomógł mi wstać i mniej więcej ogarnąć włosy. Nie przebierałam się bo nie dałam rady. Grype mam jak nic. Lou pomógł mi zejść po schodach i zaprowadził do salonu. Usiadłam na kanapie  i wszyscy się na mnie spojrzeli. Zakaszlałam. Nawet bardzo mocno. Dalej się na mnie patrzyli jak na kosmitkę co mnie trochę krępowało tym bardziej, że byłam w spodenkach Lou i za dużej koszulce. 
J: no co się tak lampicie ?
Z: wyglądasz okropnie.
j: no co ty.?! - boże jacy to są idioci..
N: jak się czujesz.?
J: źle.
H: dlaczego jesteś taka wkurzona .? - już mu chciałam odpowiedzieć, ale Liam mnie wyprzedził.
Li: a jak ona ma nie być zła debilu .?
H: no o co się czepiasz..
Li: chociażby o to, że to przez was ona jest chora.
J: dziękuję Liam. - tak to przez nich się rozchorowałam. Ci idioci w sensie Zayn, Harry, Niall i Lou wrzucili mnie o 23 do basenu. Nie dość, że byłam cała mokra i przemarznięta, zamknęli mnie w ogrodzie. Drzwi na tarasie, drzwi wejściowe i okno w kuchni. Wszystko zamknięte. Dzięki Bogu Li wyszedł do Dani i jak wracał to mnie znalazł przed drzwiami na schodach. 
N: wcale nie przez nas.
J: a kto mnie kurwa zamknął w ogrodzi imbecyle .?
Lou: dobra koniec, jedziemy mała do lekarza.
Wstałam z kanapy i skierowałam się do wyjścia. Lou pomógł mi dojść do auta i wsiadłam, a on poszedł za kierownicę. Po 15 minutach byliśmy na ostrym dyżurze. Miła pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali gdzie czekał lekarz. Mój kuzyn został na korytarzu. 
L: masz grypę i to bardzo mocną. Jakim cudem się tak rozchorowałaś..?
J: wie pan jak się mieszka z pięcioma chłopakami, przy basenie wszystko jest możliwe.
L: no czyli już wszystko jasne. Tu masz receptę na leki. Zapisałem ci również inhalację dwa razy dziennie i masz leżeć w łóżku. 
J: dobrze, dziękuję. Do widzenia.
L: do widzenia, a i za dwa tygodnie przyjdź na kontrolę.
Posłałam starszemu mężczyźnie uśmiech i wyszłam. Szukałam wzrokiem Lou, ale go nie było. Za to była dość znajoma burza loków. Powoli podeszłam do chłopaka.
J: Harry.? - chyba się wystraszył do podskoczył na krześle. 
H: o jezu jak mnie wystraszyłaś. 
J: no aż taka straszna nie jestem.
H:  Lou musiał pojechać do studia.
J: możemy jechać do domu.?
H: jasne. 
Wstał i zarzucił rękę za moją szyję. Wyglądaliśmy na parę. Co bardzo mi się podobało boo od dawna się w nim podkochuję. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy. pod drzwiami byliśmy po 10 minutach.
H: słuchaj boo ja .. noo ten..
J: co się jąkasz. mów. 
H: no bo ja chciałem cię przeprosić. To miał być żart.
J: nic się nie stało Harry, ale więcej tak nie róbcie.
H: przepraszam. - zasmucił się i spuścił głowę. Nie mogłam na niego patrzeć. Podeszłam  przytuliłam.
J: no nie gniewam się głupku.
H: czemu mnie wyzywasz .?
J: wiesz dla osób którę lubię jestem wredna.
H: czekaj czekaj... lubisz mnie.?
J: teraz mnie wyśmiejesz, ale chyba tak.
H: dlaczego chyba .?
J: bo ty mnie nie. - zarumieniłam się i spuściłam głowę. Złapał ręką za podbródek tak, że patrzyłam na niego.
H: to fakt nie lubie cię.
J: wiedziałam..
H: ale ale...
J: co jeszcze ? chcesz się ponabijać.?
H: nie mógłbym się nabijać z osoby którą kocham.
J: no śmiało wal.. czekaj co .?
H: to co słyszałaś. - spojrzał się tymi magicznymi oczami i pocałował. Czuły pocałunek i taki delikatny.
J: będziesz chory.
H: dla ciebie zrobię wszystko.

No i jest Hazz. Proszę o szczere opinie w komentarzach. ;) <3 love you. <3



2 komentarze:

  1. ŚWIETNY, SUPER, WSPANIAŁY.! Brakuje mi więcej przymiotników taki jest cudny.! ;*
    And love you, too <3
    http://i-just-call-to-say-iloveyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. słodki.!
    ~ Wera ;*

    OdpowiedzUsuń